Choć od sprzedaży dworca autobusowego w Ostrzeszowie minęło już dziewięć miesięcy, wciąż nie milkną echa tej niecodziennej transakcji. Obecnie kontrowersje wywołuje fakt, że powiat podjął decyzję o dzierżawie pomieszczenia poczekalni od jej nowego właściciela. Sprawa pojawiła się na ostatnim posiedzeniu Rady Powiatu w Ostrzeszowie.

Ogłoszenia
Wawrzyniak

Przypomnijmy, do sprzedaży działki wraz z budynkiem dworcowym doszło pod koniec marca tego roku. Sprzedawcą była, postawiona w stan likwidacji, spółka PKS Ostrów Wielkopolski, a nabywcą przedsiębiorca z Czajkowa, który był w stanie wyłożyć na zakup milion złotych. Powiatowi udało się znaleźć nowego przewoźnika do obsługi linii autobusowych, ale do rozwiązania pozostał problem miejsca, gdzie pasażerowie, w zdecydowanej większości uczniowie szkół średnich, mogliby w dobrych warunkach czekać na swoje kursy. Do tej pory pozostawało im stanie pod chmurką, co w warunkach mroźnej zimy trudno uznać za rozwiązanie optymalne. Samorząd powiatowy podjął więc rozmowy z nowym właścicielem dworca. Zakończyły się one porozumieniem, na mocy którego przez cały przyszły rok pomieszczenie poczekalni będzie wynajmowane.

Jest to według mnie bardzo niegospodarne – stwierdziła radna Małgorzata Szymoniak Staniszewska. – Mając włodarzy takich jak burmistrz, jak starosta przecież można było się dogadać i takiego punktu w centrum Ostrzeszowa nie sprzedawać. Gdyby ten placyk nie był sprzedany to teraz byśmy nie wynajmowali tego lokalu, moglibyśmy tej młodzieży postawić jakieś ławeczki, nasadzić krzewy… Włodarze miasta nie myślą perspektywicznie i lekką ręką to sprzedają.

Starosta Lech Janicki odpowiadał, że – po pierwsze – samorząd nie został poinformowany o ogłoszeniu przetargu na sprzedaż dworca, a po drugie – powiatu nie byłoby stać na tak kosztowny zakup.

My nie możemy razem z podmiotami prywatnymi i osobami fizycznymi startować w takich przetargach – uważa starosta. – Moglibyśmy co najwyżej próbować się dogadać ze spółką skarbu państwa, żeby zostało to nam sprzedane za koszty wyceny. Oczywiście gdybyśmy mieli odpowiednie środki i wiedzę, ale startować w przetargu nie jest możliwe w sytuacji takiej jednostki budżetowej, jaką my jesteśmy.

Winy władz samorządowych nie widzi także radny Adam Grzyb.

To syndyk o tym zdecydował, że wystawił to na sprzedaż – tłumaczył. Syndyk nie mógł przyjść i powiedzieć, że ma na sprzedaż taki placyk, bo obowiązkiem syndyka jest zaspokoić wierzycieli, czyli uzyskać ze sprzedaży majątku PKS-u jak najwyższą cenę. Jeżeli ktoś dałby dwa tysiące złotych za metr kwadratowy to syndyk za tyle musiałby sprzedać, nie bacząc na ambicje jednego czy drugiego samorządu. Takie są niestety przepisy.

Z kolei zdaniem radnego Ignacego Śmiatacza teraz należy się skupić na poszukiwaniu nowej, lepszej lokalizacji dla dworca autobusowego.

Ogłoszenia
Fizjomedica