Dnia 04.02.2021r. w godzinach popołudniowych niemal nie straciłam jednego, bezcennego daru od Boga – życia. Tego dnia źle się czułam, nie umiałam funkcjonować, dostawałam tak bolesne ataki, że nie potrafiłam się ruszyć. Traciłam świadomość, miałam bardzo niskie ciśnienie, ból był przeogromny…nikomu takiego nie życzę. Moja mama nie wiedząc co robić zadzwoniła na pogotowie, wiedziała że nie da rady zawieźć mnie sama do najbliższego szpitala. Trafiła na Panią Dyspozytor, która po wysłuchaniu najważniejszych informacji stwierdziła bezczelnie, że oni nie leczą bólów miesiączkowych i że nie przyjadą („nie leczymy okresów!”). Kazała wziąć tabletki przeciwbólowe. Mimo próśb odmówiła przyjazdu. Jednakże mama nie dała za wygraną prosiła o pomoc i ratowanie córki. Była sama, bo mój mąż jeszcze nie wrócił z pracy. Kobieta chciała rozmawiać ze mną. Coś tam pamiętam, ale mało…byłam już bardzo słaba, a ból nie pomagał mi w rozmowie..Powiedziałam o moim ostatnim wyniku B-HCG z przeciągu 48h.(wskazywał na ciążę). Pamiętam słowa Pani Dyspozytor „A mąż Panią nie może zawieźć do szpitala? My nie leczymy miesiączki, spraw ginekologicznych etc. My jeździmy do osób, które są nieświadome…(…)”. Słysząc te słowa i podejście tej Pani stwierdziłam, że muszę ratować swoje życie sama i jakoś dostać się do najbliższego szpitala. W tym czasie wrócił mąż, pomógł wstać i zaprowadził mnie do auta….najbliższy szpital dla mnie to ten w Ostrzeszowie – tak ten, o którym ostatnio tak głośno w gazetach, internecie i wszędzie.. nie chciałam tam jechać, mam małą córeczkę, kochającego męża, mamę i siostry, bliskich, do których musiałam wrócić.. jednakże ból był silniejszy, podświadomie myślałam – zmieniła się kadra w szpitalu na ginekologii, nie mam czasu na przejażdżki na kocu w aucie (każda dziura w drodze, gwałtowne hamowanie było nie do zniesienia)..i tak dojechaliśmy na izbę przyjęć do Ostrzeszowa. Tam oczywiście COVID-19, tysiąc pytań o to, czy nie mieliśmy z mężem kontaktu, czy nie byliśmy zarażeni…….wszystkie odpowiedzi na duże NIE. Pokazałam mój wynik B-HCG. Kiedy zaczęłam mdleć, Pani tylko zawołała wózek i na ginekologię. A tam już wszyscy w biegu….ratowali moje życie. Badanie USG wykazało bardzo dużo krwi, która już była prawie wszędzie, pokazałam wynik, usłyszałam „Ratujmy ją”. Prawdopodobnie to ciąża pozamaciczna. Zrobiono mi szybko grupę krwi i szykowano krew do przetoczenia. Podpisałam jakiś dokument, w którym zgodziłam się na operację, inne ważne  podpisywałam po przebudzeniu..to była taka akcja, że wszyscy biegali, nie mieli czasu na zastanawianie się, bezsensu pytania.. jedna sekunda, a mogło by mnie tu już nie być. Dlatego też musiałam napisać ten list, jest mi ciężko, ale w tym miejscu bardzo chciałam podziękować raz jeszcze całemu Zespołowi na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym w Ostrzeszowie, przede wszystkim przemiłemu lekarzowi, który tego dnia miał dyżur – to pod jego ręce trafiłam zaraz po wjeździe na wózku na izbę, to on zachował zimną krew, ratując w ten sposób moje życie, dopytywał po operacji jak się czuję, czy nie potrzebuje pomocy psychologa.  Nie mogę w tym miejscu zapomnieć o Kierowniku Oddziału – to on stworzył fantastyczny zespół lekarzy, Pani Oddziałowej i pielęgniarkach, które zarówno przed moją operacją, a także po były bardzo pomocne i miłe. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że jeszcze mogłam napisać ten list..„TEN, KTO RATUJE ŻYCIE JEDNEGO CZŁOWIEKA, RATUJE CAŁY ŚWIAT” – – T. Keneally.         Szczęśliwa Pacjentka*

Ogłoszenia
wrobel
Ogłoszenia
Zielony Ogród