O aktualnych problemach i przyszłości szpitala rozmawiamy z członkinią nowej Rady Nadzorczej Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia Marzeną Wodzińską.

Ogłoszenia
Instal Grunt

Jak przyjęła Pani informację o przekształceniu ostrzeszowskiego szpitala w covidowy? Spodziewała się Pani tego?

– Mam kontakt ze szpitalami i ich dyrektorami, nie tylko w województwie wielkopolskim, ale w całej Polsce i nie byłam zaskoczona. Na początku byłam zaskoczona tylko tym, że pierwsza decyzja wojewody mówiła o 97 łóżkach. Ludzie z każdego powiatu muszą mieć miejsca po to, żeby przychodzić do zdrowia w czasie covidu, ale również mają inne schorzenia. Podział szpitali powiatowych czy wojewódzkich tak, żeby były normalne, planowe przyjęcia plus walka z pandemią to priorytet. Teraz widzimy covid, a ile osób nie otrzymuje na czas pomocy z tytułu udaru, zawału i innych schorzeń, bo są kolejki do szpitali, bo trudno się dostać na izbę przyjęć. Mało się o tym mówi, a to stanowi też problem. Nie łóżka leczą ludzi lecz inni ludzie, lekarze i pielęgniarki, to jest nam najbardziej potrzebne. Co z tego, że w nakazie będzie sto łóżek, jak do tego będziemy mieć czterech lekarzy, których wyeksploatujemy, pięć pielęgniarek, dwóch czy trzech ratowników medycznych. To cały czas są ci sami ludzie, o nich trzeba dbać.

Jak wiemy, ostatecznie stanęło na 83 łóżkach.

To jest chyba wszystko, co też szpital może na ten czas oferować.

Jak Pani wspomniała, same łóżka jednak nie leczą. W związku z tym chciałbym się dowiedzieć, czy możliwości kadrowe szpitala pozwalają na to, by nowe, nałożone przez wojewodę zadania wykonywać na odpowiednim poziomie, zwłaszcza w przypadku łóżek intensywnej terapii?

– Musieliśmy dać czas nowej pani prezes na ułożenie wszystkiego. Po jej stronie było bardzo dużo pracy organizacyjnej, przepisów, regulaminów, usprawnień, niemieszania się ścieżek czystych z brudnymi itd. Myślę, że w minionym tygodniu miała naprawdę co robić. Po pierwsze, zaznajomić się ze szpitalem, poznać pracowników. Po drugie, od razu wejść w szpital covidowski. Myślę, że to nie był dobry czas, żebyśmy przeszkadzali, ale kwestią tego tygodnia jest kontakt i rozmowy jak to jest poukładane, jak to będzie wyglądało. Na pewno nowa pani prezes musi walczyć o zespół, budować go, tworzyć, pozyskiwać do tego szpitala. To jest bardzo ważne, to jest jej zadanie.

Jest szansa, że uda się wzmocnić kadrę szpitala lekarzami i innymi pracownikami z zewnątrz?

– Myślę, że pani prezes, jako osoba doświadczona, wysłała już niejedno pismo do pana wojewody również z prośbą o wydanie nakazów. Chociaż to tak średnio działa, bo komu dawać teraz te nakazy. Mamy po prostu za mało kadry. Ja często o tym mówiłam, że mamy bardzo duże braki lekarzy. Zaczęłam przyglądać się możliwości przyjęcia lekarzy zza wschodniej granicy, ale mimo pism do ministerstwa nie było możliwości nostryfikacji świadectw i dania szansy, żeby w czasie walki z pandemią tych lekarzy i pielęgniarki zaprosić tu do pracy.

Czyli szpital covidowy ruszył dotychczasowymi siłami, a teraz trwają starania, by wzmocnić go kadrowo?

Wierzę, że tak jest, że pani prezes to zrobiła. To był również jeden z punktów rozmowy kwalifikacyjnej i wierzę, że to co pani prezes mówiła, w tej chwili robi.

Niektórzy twierdzą, że przekształcenie szpitala w covidowy może być wręcz szansą na poprawę sytuacji finansowej. W ślad za pacjentem idą przecież określone kwoty. Czy jednak, Pani zdaniem, można na ten problem patrzeć w ten sposób?

– Trzeba przypomnieć, że ostrzeszowski szpital nie ma jakichś fatalnych wyników finansowych, żebyśmy musieli uzdrawiać jego finanse. Ma stratę, ale ta strata jest bardzo niska, więc nie jest to główny problem. Patrząc z drugiej strony, rozwój szpitala to przyciąganie kadry, robienie dodatkowych rzeczy, możliwość wykonywania operacji, pomagania ludziom. Covid zamyka nam tę ścieżkę.

Pozwolę sobie teraz wybiec nieco w przyszłość. Czy według Pani, po ustaniu zagrożenia epidemicznego ostrzeszowski szpital ma szansę wrócić do formuły funkcjonowania sprzed przekształcenia, z tymi samymi oddziałami?

– Takie jest pobożne życzenie. Nie wiemy, jak to będzie wyglądało po pandemii, ile ona będzie trwała, ilu z nas to wszystko przeżyje? Ciężko jest w tej chwili na te pytania odpowiedzieć. Ja wierzę, że szpital będzie nadal funkcjonował. Czy w takiej samej formie? Raczej nie. To, co już było, nie wróci. Może w formie dopasowanej do tego, czego oczekuje społeczeństwo. Może w formie synergii z innymi szpitalami powiatowymi. To też będzie rola pani prezes, aby w krótkim czasie przygotować strategię działania i rozwoju tego szpitala. Na pewno będziemy o tym rozmawiać, bo cele zarządcze na nowy rok pani prezes otrzyma. W tej chwili będzie bazowała na tych, które były, a my chcielibyśmy wiedzieć, jaki jest kierunek rozwoju tego szpitala. Dobrze funkcjonowała opieka paliatywna, może potrzebny jest zakład opiekuńczo-leczniczy, bo jesteśmy w dobie starzejącego się społeczeństwa. Nad tym trzeba się zastanowić i myślę, że jest to rola nowej pani prezes. Z chęcią byśmy posłuchali, jaki ma plan i pomysł na ostrzeszowski szpital.

A co z ginekologią? Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu starosta Lech Janicki poinformował, że jest zespół lekarzy, który byłby w stanie nawet już od 1 grudnia reaktywować ten oddział. To realne?

– Jak wszyscy wiemy, plany legły w gruzach, chociaż byli lekarze i by weszli, dlatego, że mamy szpital covidowy. Ja myślę, że wszystko może wrócić, tylko pytanie, kiedy my będziemy mogli wrócić do normalności, kiedy zmniejszy się liczba zakażeń. To jest najważniejsze.

Czyli rozmowy ze wspomnianym zespołem lekarzy można już uznać za nieaktualne?

– Nie sądzę, żeby te osiemdziesiąt parę łóżek było utworzonych na okres jednego miesiąca, chociaż i tak się zdarzało. Trudno przy tym wszystkim, co się dzieje wybiegać w przyszłość. Na pewno będziemy dbać o to, żeby ten szpital się rozwijał, żeby służył ludziom i żeby było bardzo dużo empatii, bo my tego wszyscy potrzebujemy. Wszyscy musimy zadbać o rozwój tego szpitala.

Pracowała Pani w komisji wybierającej nowego prezesa Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia. Głosowała Pani za zwyciężczynią konkursu?

– Wynik nie był jednogłośny, było to głosowanie tajne, jak przy każdych takich wyborach. Życzę wszystkiego najlepszego i wierzę w sukces, ale pozwoli pan, że tego nie skomentuję.

A czy było coś, co przemawiało, Pani zdaniem, na korzyść tej kandydatury, co daje szansę na właściwy rozwój tego szpitala?

– Na pewno doświadczenie, stanowcze odpowiedzi na zadawane pytania, a one nie były proste. Myślę, że pani prezes powinna sobie wspaniale poradzić. Dostałam pełnomocnictwo do podpisania umowy na trzy lata z panią prezes. Będziemy bacznie przyglądać się jej pracy.

Jak widzi Pani rolę Rady Nadzorczej w zażegnywaniu tych wszystkich problemów, które nawarstwiły się w naszym szpitalu. Czy będzie na tym polu działać bardziej aktywnie niż poprzednia?

– Rada Nadzorcza nie ma w swoich kompetencjach rozwiązywania problemów, chociaż byliśmy na miejscu, rozmawialiśmy z kadrą, ale to jest rola prezesa. Jeżeli będzie problem, będziemy oczywiście na miejscu, będziemy rozmawiać, ale to prezes ma tak zbudować zespół, żeby problemów kadrowych nie było. Będziemy się temu przyglądać, będziemy to kontrolować. Będę dopytywać, z wielką przyjemnością do Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia przyjadę, tak często jak to mogę zrobić. Tym bardziej, że odległość od mojego miejsca zatrudnienia do Ostrzeszowa to dwadzieścia parę kilometrów. Bardzo szybko i jestem na miejscu. Jestem pod ręką i jestem do dyspozycji, jeżeli tylko pani prezes będzie chciała współpracować i słuchać naszych porad czy podpowiedzi. Będzie nam bardzo miło, bo po to jesteśmy. Każdy z nas, członków Rady Nadzorczej ma swoje doświadczenia, związane też ze służbą zdrowia i zarządzaniem. Myślę, że stanowimy dobry team, żeby pomóc nowej pani prezes ukształtować ten szpital jak najlepiej.

I tak na koniec, co chciałaby Pani powiedzieć mieszkańcom powiatu ostrzeszowskiego, zaniepokojonych tym, co dzieje się w tutejszej służbie zdrowia? Czy widzi Pani światełko w tunelu, nadzieję, której warto się trzymać w tym niezwykle trudnym czasie?

– Może być dobrze i normalnie. To jest tylko w naszych głowach i głowach tych, którzy zarządzają. Wiarę trzeba mieć. Trzeba wierzyć w to, że będzie lepiej, a naszą rolą jest nadzorować, aby lepiej było. Skoro my wierzymy w sukces, mimo niełatwych czasów, to mieszkańcy muszą nam pomóc i wspierać tę placówkę. Ona musi zdobyć dobre notowania, pozytywną opinię. To, co złego, już za nami. Teraz przed nami biała kartka w historii tej placówki, którą na nowo będziemy zapisywać. Tak do tego trzeba podejść.

Czyli Pani zdaniem los szpitala nie jest jeszcze przesądzony i tylko cud może go uratować, jak twierdzą niektórzy?

– Nie, ja tak nie sądzę. Myślę, że nowa pani prezes i pozostałe osoby, które przyszły na przesłuchania też by nie podjęli takiej decyzji, gdyby nie byli przekonani tak jak ja. Zresztą, patrząc na Polskę myślę, że nie ma szpitala, który w dobie pandemii i tego co się w naszym kraju dzieje nie miał problemów. Jedne mają finansowe, drugie kadrowe, trzecie jeszcze inne. Problemy służby zdrowia ciągną się od lat. Każdy lockdown w gospodarce powoduje mniejsze wpływy do Narodowego Funduszu Zdrowia. Mało kto o tym mówi. Jeżeli środki będące w posiadaniu NFZ, w większości przeznaczane są na wynagrodzenia, a nie na rozwój szpitali to też daje nam sygnał, że albo składki są za małe, albo coś trzeba z tym zrobić. System po prostu tego nie wytrzyma.

Problemów rzeczywiście jest bardzo dużo, więc należy mieć nadzieję, że uda się je rozwiązać i sprawić, by ostrzeszowski szpital przetrwał i w niedalekiej przyszłości oferował opiekę zgodną z oczekiwaniami nas wszystkich.

– Też na to liczę, trzeba być dobrej myśli. Z tyłu głowy są zawsze ryzyka, ale z przodu musi być cel do realizacji, bo tylko wtedy się osiąga sukces. ŁŚ

fot. sxc.hu

Ogłoszenia
Salon Fryzjerski