15 lat temu Bartek Borowicz z Ostrzeszowa założył agencję koncertową i zaczął promować mało znanych, ale bardzo zdolnych młodych artystów, nie tylko z Polski, ale także m.in. z Islandii czy Ukrainy. Podsumowaniem tego okresu jest książka, która ma ujrzeć światło dzienne na początku grudnia.

Ogłoszenia
Wawrzyniak

Pomysł jej stworzenia narodził się w marcu tego roku i miał ścisły związek z pierwszą falą pandemii. Wprowadzone wówczas obostrzenia spowodowały konieczność odwołania praktycznie wszystkich zaplanowanych koncertów i powstało pytanie – co zrobić z wolnym czasem?

– Zacząłem bardzo nieśmiało pisać książkę – wspomina B. Borowicz. – Ona trafiła do druku jakiś tydzień temu i na Mikołajki ma być wydana. To jest zbiór imprezowo-muzycznych przygód. Nie ma tam jakichś tanich skandali i sensacji, natomiast jest dużo zakrapianych przygód. Dostałem pierwszą recenzję tej książki w „Gazecie Wyborczej”, której dziennikarz napisał „proszę tej książki nie badać alkomatem”. Jest to zbiór anegdot, może felietonów, wspomnień. Jeden rozdział poświęcony jest mojemu Ostrzeszowowi, kawiarni „Baszta” i temu, co się działo wokół tej kawiarni, koncertom i imprezom, które się tam odbywały. Jest kilka pikantnych smaczków, o których piszę po raz pierwszy, na przykład o pewnej znanej wokalistce, która tańczyła nago na dachu mojego samochodu kilka kilometrów stąd, bo tak się nam impreza potoczyła. Ja nie jestem pisarzem, ale mam nadzieję, że ktoś, kto będzie to czytać, przebrnie przez to i kilka razy uśmiechnie się pod nosem.

Połowa liczącego 700 egzemplarzy nakładu została sprzedana jeszcze przed wydaniem. Ponad 300 osób zdecydowało się ją nabyć w ciemno, wspierając finansowo autora i jego firmę. Resztę będzie można kupić za pośrednictwem jednej z księgarni internetowych lub kontaktując się bezpośrednio z B. Borowiczem.

Od miesiąca jestem bezrobotny

W najbliższej przyszłości trudno spodziewać się wydarzeń zasługujących na opisanie w książce. Koncerty nadal nie mogą się odbywać, co dla agencji takich jak Borówka Music oznacza pogłębianie się problemów.

– Jestem bezrobotnym od mniej więcej miesiąca – nie kryje nasz rozmówca. – Natomiast ja pracuje z mało znanymi artystami, robimy koncerty w miarę małe i paradoksalnie dzięki temu mam się lepiej niż duże kapele i duże agencje koncertowe. W marcu przyszedł koronawirus i zamrożono nas wszystkich, a kiedy przyszło odmrażanie to my z tymi małymi koncertami byliśmy w stanie coś zrobić, mogliśmy działać. W czerwcu, lipcu, sierpniu i wrześniu organizowałem koncerty, i to całkiem sporo jak na czas pandemii. To były kameralne plenery, koncerty z ograniczoną liczbą publiczności, ale te rzeczy się działy. W Ostrzeszowie i okolicy też takie koncerty organizowaliśmy.

Co ciekawe, odbywają się i teraz, pomimo obowiązujących przecież wciąż zakazów i ograniczeń.

-Zaczęliśmy robić taką półpartyzancką, tajną akcję pod hasłem „Muzyczne tajne komplety” na cześć tajnego nauczania w czasie II wojny światowej – ujawnia Borowicz. – Organizujemy nielegalne koncerty u ludzi w domach, gdzie ciężko jest się dostać, gdzie przychodzą tylko i wyłącznie zaufane osoby. Nie robimy tam zdjęć, nie nagrywamy tych koncertów. Mam nadzieję, że policja i sanepid przymkną na to oko. Są osoby chętne do kontaktu z drugim człowiekiem i kulturą i ja to rozumiem, bo zostaliśmy od tego odcięci. Robimy to z przymrużeniem oka po to, żeby grać, ale to nie są realne dochody, które pozwoliłyby się utrzymać.

To jest niesprawiedliwe

I tu dochodzimy do niezwykle głośnej i szeroko dyskutowanej w ostatnim czasie sprawy, a mianowicie słynnego algorytmu, przy użyciu którego Ministerstwo Kultury naliczyło artystom rekompensaty z tytułu utraconych wpływów. Agencji Borówka Music przyznano z tego tytułu… 3.300zł, co wydaje się kwotą śmieszną w zestawieniu z setkami tysięcy, które trafić miały do większych i mniejszych gwiazd rodzimego szołbiznesu.

Przyznam szczerze, że bardzo doceniłem to, że dostałem taką kwotę – zaznacza B. Borowicz. – Natomiast później zobaczyłem ile dostali moi koledzy albo niektóre zespoły i stwierdziłem, że tu naprawdę coś nie gra. Okazało się, że niektóre zespoły dostały kwoty po kilkaset tysięcy złotych, rekordzista 1.800.000. Uznałem więc, że mało z tego kraju wyciągnąłem, ale algorytm faktycznie wyliczył dla mnie taką kwotę. Podawałem swoje przychody i straty w porównaniu do ubiegłego roku. Dużo zostało już na temat tego algorytmu powiedziane. Moje zdanie jest takie, że tam dużo rzeczy poszło nie tak. Ja w czasie pandemii naprawdę starałem się ciężko pracować i udało mi się zorganizować kilkadziesiąt koncertów. Gdybym ich nie zrobił dostałbym o wiele więcej pieniędzy. Nie było więc warto pracować. Nie zazdroszczę innym zespołom, nie chcę im zaglądać do kieszeni, natomiast te dofinansowania zostały podane publicznie. Kwoty na poziomie kilkuset tysięcy dla zespołu… Ja wiem jak to realnie wygląda. Ten zespół to jest na przykład pięć osób na scenie, ale też realizator dźwięku, oświetleniowiec, kierowca, menadżer. Załóżmy, że jest to dziesięcioosobowa ekipa. Jeżeli dostaje ona 500 tysięcy złotych to po podzieleniu każda z tych osób dostaje 50 tysięcy. To są ogromne pieniądze. Ja nikomu tego nie zazdroszczę, niech tak jest, ale za chwilę myślę, kurczę, czy pan piekarz tutaj za rogiem czy pani fizjoterapeutka czy knajpa 10 metrów stąd, która jest aktualnie zamknięta też dostali rekompensaty w tej wysokości? No nie, więc branża artystyczna, w której sam się obracam nagle została bardzo uprzywilejowana w stosunku do reszty społeczeństwa. Uważam, że to jest niesprawiedliwe.

Ostatecznie, po fali krytyki, jaka spadła na rozwiązanie zaproponowane przez Ministerstwo Kultury, wypłaty rekompensat zostały wstrzymane, co B. Borowicz przyjął z zadowoleniem. Teraz, podobnie jak wielu przedstawicieli środowiska artystycznego, oczekuje kolejnego, bardziej przemyślanego wariantu wsparcia.

Ogłoszenia
Soft-DC KOMPUTERY