Ogłoszenia
Wawrzyniak reklama

Przez kilka lat był wolontariuszem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dziś sam potrzebuje naszej pomocy. Mowa o Krzysztofie Kococie z Kobylej Góry, u którego w lipcu ubiegłego roku zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. 23-latek walczy o powrót do sprawności, potrzebne są jednak pieniądze na rehabilitację.

 

Pierwsze symptomy choroby pojawiły się w lipcu ubiegłego roku. – Zaburzenie równowagi, problemy z widzeniem i drętwienie rąk. Krzysiu był bardzo aktywną osobą, więc myśleliśmy, że to może być jakiś ucisk kręgosłupa – opowiada mama mężczyzny, pani Donata.

Mieszkaniec Kobylej Góry leczył się początkowo w Ostrowie Wlkp., gdzie podejrzewano problem z błędnikiem. Otrzymał leki na poprawę wzroku, skierowanie do neurologa i laryngologa. Po chwilowej poprawie, stan 23-latka nagle zaczął się pogarszać. Kiedy trafił do neurologa z Kalisza, ten natychmiast podjął decyzję o przyjęciu go na oddział. Tam przeszedł wszystkie badania.

Mimo, że lekarze podejrzewali stwardnienie rozsiane, 23-latek i jego najbliżsi nawet nie dopuszczali do siebie takiej myśli. W momencie kiedy mężczyzna opuszczał szpital, był w pełni sprawny.

Niestety we wrześniu potwierdził się najgorszy z możliwych scenariuszy. Krzysztof usłyszał koszmarną diagnozę – stwardnienie rozsiane. Choroba ma podłoże autoimmunologiczne, najczęściej chorują na nią osoby między 20 a 40 rokiem życia.

Wszystko potoczyło się już bardzo szybko, 23-latek zapisał się do poradni leczenia SM, co dawałoby mu gwarancję objęcia specjalnym programem leczenia. – Niestety na przyjęcie trzeba trochę czekać, dostaliśmy termin na grudzień, syn czuł się dobrze, wszystko zaczęło się układać, zaczął nowy semestr w szkole... – wspomina pani Donata.

Pod koniec listopada mężczyźnie zaczęły drętwieć nogi, natychmiast więc trafił do szpitala, gdzie podano mu dużą dawkę sterydów, które miały zahamować rzut choroby. – Wrócił do domu i jego stan zaczął się pogarszać, dzwoniliśmy do lekarzy, tłumaczono nam, że on musi teraz wyleżeć ten rzut i wszystko się będzie cofać, ale żadnych leków nie można było mu już podać – mówi jego matka.

Choroba zaczęła postępować, Krzysztof stracił wzrok, przestał chodzić. – W dzień kiedy mieliśmy jechać do poradni SM, to z domu zabierała go karetka. Krzysiu po prostu leżał, nie mówił, miał wszystko porażone. (…) Lekarze bardzo przejmowali się jego stanem, nikt się nie spodziewał tak silnego rzutu. Te rzuty nie powinny być takie szybkie… – opowiada kobieta

Z tygodnia na tydzień jego stan poprawia się, został włączony do programu leczenia, a już 15 lutego ma przyjąć pierwszą dawkę leku. Do odzyskania pełni sprawności potrzeba jednak jeszcze czasu i rehabilitacji, która jak mówi pani Donata przynosi ogromną poprawę. Dlatego też z pomocą postanowili ruszyć wolontariusze sztabu WOŚP w Kobylej Górze, podczas finału chcą pomóc w zbiórce na leczenie 23-latka, by pomóc wrócić mu do normalności. – Niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany, zamiast tradycyjnego finału na rynku, spotkamy się przed ekranami online. Mimo wszystko jednak zachęcamy państwa do pomocy dla Krzysztofa, ale i dla WOŚP – zachęca szef sztabu WOŚP wójt Wiesław Berski.

Krzysztof i jego mama to prawdziwi herosi. Mimo przeciwności losu, koszmarnej diagnozy, tygodni spędzonych w szpitalu nie poddali się. Jak przyznają duża w tym zasługa ludzi, którzy ich otaczają, rodziny i przyjaciół. 23-latek marzy o odzyskaniu sprawności, chce wrócić na studia, planuje podróż do Japonii, a co najważniejsze deklaruje już udział jako wolontariusz w przyszłorocznym finale WOŚP, bo doskonale wie, że warto pomagać, bo dobro powraca…

Jak zawsze plan niedzielnego finału jest bardzo napięty, poza licznymi licytacjami na portalu Allegro, odbędzie się sprzedaż ciast, morsowanie i nowość- spacer nad zalewem! Szczegóły finału na plakacie.

Ogłoszenia
Fizjomedica