Zaostrza się spór pomiędzy jednym z rodziców a dyrektor Publicznego Przedszkola w Kraszewicach. Sławomir Gajdka stawia Ewelinie Jędrzejewskiej szereg poważnych zarzutów, w głównej mierze dotyczących kwestii finansowych. Kolejną okazją do ich zaprezentowania stało się wspólne posiedzenie komisji stałych Rady Gminy.

Ogłoszenia
Instal Grunt

Pierwszy punkt zapalny to tzw. wyprawka dla przedszkolaka, czyli zestaw materiałów, z których korzysta dziecko podczas zajęć. S. Gajdka dowodził, że żądanie od rodziców jej zakupu jest niezgodne z obowiązującym prawem, które gwarantuje bezpłatną naukę w publicznych przedszkolach. Tymczasem, jak wynika z jego wypowiedzi, w tym roku wydał na ten cel około 250 złotych. Biorąc zatem pod uwagę ogólną liczbę dzieci uczęszczających do placówki, ich rodzice wpłacić mieli łącznie około 30 tysięcy złotych.

Uważam, że trzeba to zwrócić – uważa rodzic, którego zdaniem zwrotowi powinny podlegać dodatkowe opłaty pobierane przez kilka ostatnich lat, łącznie około 100 tysięcy złotych.

Co na to dyrektor E. Jędrzejewska?

Ja takich kwot nie pobierałam, pobierała je rada rodziców – odpowiadała. – Jest to dobrowolne, nikt nikomu pieniędzy z kieszeni nie wyciągał. Jest to dobrowolna wpłata na konto rady rodziców. Nikt nigdy nie kazał, nie zmuszał rodzica, żeby te pieniądze wpłacał na konto rodziców czy przekazywał. To jest dobrowolna wpłata.

S. Gajdka przekonywał, że to nieprawda.

Dobrowolna wpłata na radę rodziców wynosi w tym roku 80 złotych, natomiast 150 złotych pobierały nauczycielki, podobnie jak ryzę papieru.

Obecne na posiedzeniu członkinie rady rodziców stanęły po stronie dyrektor placówki, argumentując, że takie zasady obowiązują od lat i dotąd nikt ich nie podważał. Podobną opinię wyraził jeden z radnych.

Uważam, że to zwyczajowo jest przyjęte i tak zawsze było, natomiast jeżeli rodzice tego nie będą dawać, to będzie to musiał dać organ prowadzący. A że my nie mamy magicznego worka, z którego się to bierze, automatycznie przełoży się to na wyższy czynsz za pobyt dziecka w przedszkolu i ostatecznie i tak rodzic za to zapłaci.

Dyrektor broni dobrego imienia

Na przestrzeni bieżącego roku S. Gajdka i jego żona wystosowali do E. Jędrzejewskiej, a także wójta Kraszewic Konrada Kuświka kilka pism, w których wskazywali na zaobserwowane przez siebie nieprawidłowości. Ich zaskoczenie wzbudził fakt, że odpowiedzi przygotowywała kancelaria prawna z Warszawy. Zapytana ile to kosztowało, dyrektor poinformowała, że 800 złotych.

To jest kancelaria prawna, która zajmuje się żłobkami i przedszkolami – dodała. – Po analizie wszystkich dokumentów wystosowała pismo. Mam prawo bronić dobrego imienia placówki. Kiedy rozmawiałam z kancelarią prawną, która obsługuje gminę, a z którą ja nie mam umowy, za sporządzenie pisma również chciała pobrać opłatę.

Nic zdrożnego w takim postępowaniu nie dostrzega też wójt.

To jest normalne, dyrektor broni dobrego imienia swojej placówki – orzekł. – Jest to logiczne i jak najbardziej uzasadnione, że jeśli sprawa tego wymaga, dyrektor zwraca się o opinię prawną, o poradę.

K. Kuświk unikał jednak odpowiedzi na pytanie, czy Urząd Gminy dysponuje fakturą za tę usługę.

Dyskryminacja?

Dlaczego organ prowadzący dyskryminuje dzieci i rodziców Publicznego Przedszkola i Żłobka w Kraszewicach? – kontynuował wyliczanie swoich zarzutów S. Gajdka. Co miał na myśli? Brak dyżuru 31 października, kiedy placówka była nieczynna.

Zrobiłem sobie 31 października wycieczkę do Kuźnicy Grabowskiej, gdzie mimo zamkniętej placówki był dyżur, można było przyprowadzić dziecko, nie było z tym najmniejszego problemu podkreślił. – My natomiast jesteśmy dyskryminowani, karani za to, że zapisaliśmy dziecko do Kraszewic (…) To jest jedna gmina, jeden organ prowadzący. Jedno przedszkole może profesjonalnie działać, zrobić dyżur i nie zostawiać dzieci na pastwę losu, a my jesteśmy karani.

Słowa te spotkały się z reakcją jednej z przedstawicielek rady rodziców.

Jeśli czuje się pan dyskryminowany, to proszę mówić, że to pan jest dyskryminowany, a nie całe przedszkole – ripostowała.

Rada rodziców powołana niezgodnie ze statutem

Kolejny problem, na który zwracał uwagę rodzic, to sposób organizowania zajęć dodatkowych. Choć bowiem arkusz organizacyjny przewiduje miejsca na nich dla 40 przedszkolaków, aktualnie korzysta z nich 36 dzieci. Tłumaczone jest to dłuższą nieobecnością jednej z nauczycielek. S. Gajdki ten argument nie przekonuje. Wskazuje, że przepisy dopuszczają, aby w przypadku 3 i 4-latków zajęcia trwały nie pół godziny, a kwadrans. Wdrożenie takiego założenia umożliwiłoby zwiększenie liczby uczestników.

Narażamy dzieci na nadmierny wysiłek, tak samo jak narażamy dzieci podczas covidu na wycieczki po przychodniach, bezprawnie, bo pani dyrektor sobie to wymyśliła – mówił rodzic. – Dopiero ja musiałem temat wyczyścić, żeby pani dyrektor zaprzestała takich rzeczy. Oczywiście łamała prawo.

Naruszenia przepisów Gajdka dopatrzył się również w procesie wyłaniania rady rodziców przedszkola. Jak zaznaczył, statut placówki zakłada, że tworzyć ją ma po jednym przedstawicielu rad oddziałowych, wybranych w tajnych wyborach przez rodziców wychowanków. Procedury tej nie dotrzymano, co potwierdziły same reprezentantki rady rodziców.

Nie ma formalnie wybranej rady rodziców, bo jest powołana niezgodnie ze statutem – skwitował.

Na tym jednak nie koniec. Ojciec podopiecznego przedszkola zastanawiał się, jaka podstawa prawna stoi za organizacją tzw. spontanicznych zbiórek pieniędzy podczas niektórych okolicznościowych imprez.

Czy są dowody księgowe na to, co zebrali? – pytał. – Czy to jest zaksięgowane czy te pieniądze, kolokwialnie mówiąc, rozpłynęły się w maślance? Jeżeli jest to jednostka budżetowa, to powinno być to zaksięgowane.

Odmiennego zdania jest wójt Kuświk.

Jeżeli realizuję operacje związane z budżetem, przechodzi to przez konto naszej gminy. Ewentualnie zmiany w planie finansowym przedszkola są wprowadzane za zgodą radnych – tłumaczył. – Jeżeli realizuję swoją inicjatywę, która nie jest zadaniem własnym przedszkola, nie musi się to znaleźć w budżecie.

W dyskusję na ten temat włączył się radny Jan Puchała.

Jeżeli dobrze kojarzę, to na każdą zbiórkę potrzebna jest zgoda Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji i jeżeli tego nie ma, to jest to wykroczenie – podkreślił.

To już poszło za daleko

S. Gajdka sugerował ponadto, że w kraszewickim przedszkolu zatrudniane bywają osoby powiązane rodzinnie z dyrektor placówki i nieposiadające wykształcenia wymaganego na obsadzonych przez nie stanowiskach. E. Jędrzejewska odpierała te oskarżenia.

Myślę, że nie w kompetencji ani organu prowadzącego, ani radnych gminy Kraszewice, ani rady rodziców jest zatrudnianie pracowników. To są kompetencje dyrektora, nie państwa oświadczyła. Nauczyciele, czyli kadra pedagogiczna ma wykształcenie zgodne z rozporządzeniem o kwalifikacjach i takowe prowadzi zajęcia. Pomoce nauczyciela nie muszą mieć wykształcenia wyższego czy średniego. Mogą to być osoby po szkole podstawowej czy po gimnazjum. To w mojej kompetencji jest zatrudnianie jak najlepszej kadry, żeby zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki dzieciom, ale również personelowi. To jest moim obowiązkiem. To są moje kompetencje, nie państwa, więc nie będę udzielała na to więcej odpowiedzi.

W opinii dyrektor, wysuwane wobec niej zarzuty mają na celu psucie opinii o prowadzonej przez nią placówce.

To już poszło za daleko – oceniła. – Żaden dyrektor nie przychodzi tutaj tak się tłumaczyć jak ja. To wszystkie placówki są idealne i nie ma do nikogo żadnych zastrzeżeń? Tylko ja jestem taką osobą, która podejmuje najwięcej błędnych decyzji? Przychodzę tutaj i cały czas się tłumaczę, od początku mojej kadencji. To jest psucie opinii jednej z najlepszych placówek. Państwo powinniście dbać o tę opinię. Super placówka, świetnie się dzieje. Nie tylko patrzę na budżet gminy, ale pozyskuję sponsorów, pozyskuję pieniądze z zewnątrz, a zarzucane są mi rzeczy nie do pomyślenia.

Podsumowując tą gorącą i przepełnioną emocjami dyskusję wójt K. Kuświk uznał, że władze gminy nie są kompetentne, by rozstrzygać o zasadności bądź braku zasadności powyższych skarg. Według niego obie strony sporu powinny podjąć rozmowy w tej sprawie.

Wy tu możecie ze mną zrobić, co wam się żywnie podoba, natomiast są instytucje, przed którymi będziecie się musieli wypowiedzieć, np. Rzecznik Praw Konsumentów – ostrzegał z kolei S. Gajdka. – Nie zamierzam sprawy zostawić tak, jak jest w tej chwili, bo uważam, że łamanie prawa w przedszkolu jest nagminne.

Jest więc niemal pewne, że wkrótce śledzić będziemy kolejne odsłony tego konfliktu. ŁŚ

Ogłoszenia
J3M