Już jutro niemal wszyscy, wspólnie ze swoimi najbliższymi, zasiądziemy do wigilijnego stołu. Niemal wszyscy, ponieważ zdarzają się sytuacje, kiedy ten wyjątkowy czas musimy spędzać z dala od domu. Wyjątkowym pod każdym względem przykładem jest tutaj Krzysztof Wielicki, jeden z najwybitniejszych himalaistów w historii, Honorowy Obywatel Miasta Ostrzeszowa. Oto jak przed laty wspominał na łamach „Kuriera Ziemi Ostrzeszowskiej” Wigilię roku 1979.

Ogłoszenia
Wawrzyniak reklama

24 grudnia 1979 roku zastał nas w Lukli, małej miejscowości w dolinie Szerpów Solu Khumbu w Nepalu. Rankiem przylecieliśmy tu małym samolotem z Kathmandu z ostatnimi bagażami narodowej wyprawy na Mt. Everest. Byliśmy pierwszą wyprawą w historii, która otrzymała zezwolenie na działalność górską w sezonie zimowym. Lider – Andrzej Zawada, mierzył zawsze bardzo wysoko, wybrał najwyższy szczyt świata Mount Everest. Nasz cel jednak był dość odległy, ponieważ tego dnia byliśmy dopiero na wysokości 2850 m nad poziomem morza. Po wylądowaniu na ubitym ziemnym pasie startowym w chłodnym, aczkolwiek słonecznym grudniowym dniu, rozpoczęliśmy transportowanie naszych bagaży do jedynego w tamtym czasie gościnnego lodge (rodzaj prymitywnego schroniska). Po rozlokowaniu się w pokojach umeblowanych pryczami Zawada zebrał towarzystwo i przydzielił prace przygotowawcze do …Wigilii. Największy problem stanowiła …choinka. Las nad Luklą rozpościera się bardzo wysoko i na ogół jest liściasty. Krzysiu Żurek samotnie wyruszył na poszukiwanie jakiegoś iglaka i już po południu przytaszczył całkiem sporych rozmiarów sosnę himalajską. Pierwsze koty za płoty! Pozostali uczestnicy rozpoczęli więc przygotowania do strojenia choinki, a lekarz wyprawy — Robert Janik, zaprzyjaźnił się z Szerpanką o imieniu Sonam i wspólnie zaczęli przygotowywać wigilijne dania. Zawada jako lider spełniał tylko funkcje kontrolne. Rysiek rozwijał rolki papieru toaletowego, który miał zastąpić włos anielski, ktoś rozwiesił haki wspinaczkowe i śruby lodowe jako bombki. Robert wysupłał z apteczki resztki waty, by choinka nabrała zimowego, śnieżnego charakteru. Leszek z karabinków stworzył nawet świąteczny łańcuch. Nie zabrakło też cukierków, tylko świeczek nie sposób przymocować było do drzewka, więc spoczęły tuż przy stajence z siankiem, które przywiózł z Zakopanego Maciek Pawlikowski. Sonam Szerpa zupełnie nie „kumała”, co my robimy. Myślę, że dla niej to było nowe, wspaniałe doświadczenie, może zrozumiała, że świat ma kilku „bogów ”. Z pewnością przekonała się, że radość można czerpać na wiele sposobów. Wreszcie dyżurny ratownik oznajmił, że zobaczył pierwszą gwiazdkę na zachód od doliny. To sygnał, że czas zacząć wieczerzę. Zasiedliśmy wokół naszej choinki, ktoś zainicjował modlitwę, Zawada wyjął ze stajenki opłatek. Jakie w himalajskiej rodzinie złożyliśmy sobie życzenia? Życzenia proste, by zdobyć Mt. Everest i szczęśliwie powrócić do prawdziwych rodzin. Sonam zaczęła serwować dania, najpierw te przygotowane przez nas, czyli zupki w proszku i rybki z puszki, a potem już tybetańskie dania, czyli ryż, soczewicę i pierożki warzywne. Bogdan, nasz radiowiec, połączył się z bazą odległą o 7 dni marszu, by złożyć świąteczne życzenia. Tam byli już Zyga i Waldek, którzy jako pierwsi rozpoczęli budowanie bazy wyprawy. Po posiłku, jak to bywało w naszym zwyczaju, ktoś nieśmiało zaintonował pierwszą kolędę. Bez akompaniamentu nie najlepiej nam to wychodziło, ale było świadectwem naszej tożsamości, tak ważnej dla każdego, kto opuścił dom rodzinny. Wyszedłem przed chałupę, spojrzałem na otaczające nas góry i pomyślałem o najbliższych, którzy zapewne za kilka godzin zasiądą do stołu wigilijnego, zostawią zapewne jedno miejsce przeznaczone dla tych co… w Himalajach. Przed nami wielkie wyzwanie. Świetnie dobrany zespół alpinistów stanie się wkrótce rodziną, która w atmosferze wielkiej solidarności i determinacji doprowadzi nas do wielkiego polskiego sukcesu, zdobycia najwyższego szczytu świata w zimowej porze.

Krzysztof Wielicki

Himalaista

Honorowy Obywatel Miasta Ostrzeszowa

Ogłoszenia
Salon Fryzjerski