Artykuł sponsorowany!


Wycięte z życia – kiedy sięgniesz już dna

Mam 37 lat i wydawałoby się, że w tym wieku powinnam tryskać energią, zdrowiem i nie wiedzieć, co to schorzenia czy przewlekłe choroby, a okazało się, że przez lata było zupełnie inaczej. Moje problemy zdrowotne zaczęły się od niedoczynności tarczycy stwierdzonej w wieku około 17 lat na podstawie samego TSH przekraczającego 60. Specjalista od zaburzeń hormonalnych przepisał syntetyk i miałam robić badania TSH co trzy miesiące. Na podstawie tego wyniku miałam albo zawyżaną porcję tabletki albo zmniejszaną , zaczynałam od dawki 25 aż doszło do 150 (po parunastu latach łykania syntetyku).

Od około dwóch lat po przepisaniu mi pierwszej dawki hormonu sztucznego na tarczycę, zaczęłam czuć się ciągle zmęczona, nerwowa, dokuczała mi bezsenność oraz kilkudniowe zaparcia, ciągle zimne stopy i dłonie, a włosy "leciały garściami". Trafiałam na pogotowie z pulsem 188 i silnym kłuciem serca przy oddychaniu. Po wizycie u specjalisty dopisano mi preparat na obniżenie pulsu, który zażywałam 3 x dziennie oraz rano preparat na podwyższenie ciśnienia, bo po przebudzeniu się miałam zawroty głowy i bardzo niskie ciśnienie a wysoki puls. Funkcjonowałam w ten sposób przez lata, aż do momentu, gdy pani endokrynolog stwierdziła na USG, że tarczyca znacznie zanika i jest jak sito. W międzyczasie dochodziły wymioty żółcią po posiłkach, ciągle psujące się zęby (choć piłam mleko każdego dnia – wtedy wydawało mi się, że to wystarczy). Bywały dni, gdy nie miałam sił prowadzić samochodu nawet na krótkich trasach, a moja waga osiągnęła 37 kg. Trzeba było podjąć próbę zmiany stylu życia i przez parę tygodni po prostu leżeć, by nie trafić do szpitala pod kroplówki. Zaczęto dopisywać mi preparaty na inne organy wewnętrzne, a tarczyca zanikła i stwierdzono: ma pani Hashimoto. Nie wiedziałam na początku, co to znaczy, a specjalista powiedział tylko, że „sztuczny hormon możliwe, że będziemy dalej zwiększać i będę przyjmować go do końca życia i że mam tarczycę tak wyniszczona jak 80 – latka" - w wieku 28 lat. Spytałam dlaczego. „Bo jest pani przewlekle chora i tak trzeba”. Nikt nie wyjaśnił, o co dokładnie chodzi i dlaczego u mnie postępuje to dalej. Hashimoto jest to choroba autoimunologiczna - nasz układ odpornościowy atakuje własne tkanki, które rozpoznaje jako obce. Dzieje się to na przykład wtedy, gdy organ ma przewlekłe stany zapalne, jest niedotleniony i niedożywiony na poziomie komórkowym. Atakowany jest organ najsłabszy i najbardziej wrażliwy - u mnie była to tarczyca.

Gdy pytanie: "być albo nie być?"  staje się faktem.

Człowiekowi odechciewa się żyć w takich momentach, czuje się niezrozumiany i samotny. Kiedy byłam już na dnie,  zrezygnowana i praktycznie pogodziłam się z faktem, że będę chorować przewlekle do końca życia - otrzymałam wparcie. Jak dla mnie łut szczęścia, ponieważ był to praktycznie ostatni moment, aby myśleć o remisji dręczących mnie schorzeń. Wsparcie drugiej osoby jest bardzo ważne, kiedy przychodzi nam zmagać się z poważnymi problemami zdrowotnymi.  Małymi krokami, kiedy tylko miałam siłę, zaczynałam wgłębiać się w tematykę, dlaczego jestem wrakiem człowieka, przecież stosowałam się do zaleceń specjalistów, zażywałam tabletki i chodziłam na wszystkie kontrole, które mi wyznaczano. Wtedy po raz pierwszy zauważyłam, że dalsze tego typu „leczenie” pogorszy tylko moją kiepską sytuację zdrowotną. Zaczęłam chodzić do dietetyka, naturopaty i dostawałam zalecenia, polegające na zakazie spożywania pewnych produktów, które zaburzają funkcjonowanie tarczycy. Z każdej wizyty coś wyniosłam pozytywnego, ale efekty, niestety, nie były wymierne. Zrobiłam badania poziomu wit B 12 – bardzo nisko, metabolit 25 OHD3 był tragicznie niski, poza tym miałam zaburzenia w morfologii, wapniu (nadmiary) oraz znaczne niedobory magnezu. Zęby poleciały mi praktycznie wszystkie (mimo nadmiaru  wapnia), sporą część trzonowców „przeleczono” mi kanałowo z komplikacjami, bo dochodziło do ropieni, zgorzeli, obrzęków dziąseł mimo bardzo starannego dbania o zęby najlepszymi pastami i płynami oraz zupełnym ograniczeniem cukru. Wciąż byłam słaba i zmęczona, ale chociaż zaczęłam przybierać na wadze i przestałam wymiotować. Niestety, wizyty u specjalistów ograniczały się do kwadransa i miałam po prostu szereg zaleceń bez dialogu i bez odpowiedzi na moje pytania.

Nie odkładaj zdrowia na bok z "braku czasu"

Impulsem do dalszego rozwoju zainteresowania własnym zdrowiem był fakt, że po wizytach u wielu różnych specjalistów zalecenia się często wykluczały. Wówczas nadszedł czas, że zdecydowałam się sama na zdobywanie  wiedzy ze źródła, poznałam budowę i funkcje organów wewnętrznych, oznaki ich osłabienia, uzyskałam dyplom dietetyka oraz dodatkowo uzyskałam zaświadczenie potwierdzające  uzupełnienie wiedzy i umiejętności dietetyka klinicznego, czyli stanu odżywienia człowieka, w zakresach: nowotworów, chorób układu krążenia, układu pokarmowego i wątroby.  Często uczestniczę w szkoleniach, wykładach. Profilaktyka zdrowotna stała się moją pasją, przynoszącą mi satysfakcję i brak strachu, że znów zachoruję na coś przewlekle.

Nie każdy z nas wie, że zadaniami hormonów tarczycy są na przykład: zwiększenie przemiany materii oraz wytwarzania ciepła, zwiększanie poziomu glukozy we krwi oraz częstości i siły skurczu serca. Poza tym hormony te warunkują prawidłowy rozwój układu nerwowego i kostnego. Dzięki gruntownemu poznaniu przyczyn schorzeń tarczycy u mnie, wzmocnieniu grasicy oraz jelit, nadnerczy i wątroby, nie potrzebuję od prawie dwóch lat tabletek na niedociśnienie, zwolnienie pulsu oraz od prawie pół roku również na tarczycę, która, jak się okazuje, odrasta w milimetrach bez zmian zapalnych i bez guzków. Zapewniano mnie niejednokrotnie, że tarczycy nie da się odbudować: „jest to u pani niemożliwe”. Do zregenerowania się tarczycy potrzeba odpowiednich warunków. Wiem, że łatwo mówić, ale proces odzyskiwania zdrowia przy schorzeniach przewlekłych wcale nie jest łatwy - potrzeba dużo pracy. Pracy nad sobą! Na szczęście jest dostępna profilaktyka, która może nam zaoszczędzić sporo kłopotów.  Każdej osobie, która do mnie przychodzi na konsultację przeznaczam 2-3 godziny,  robię wywiad żywieniowy, na podstawie konkretnych wyników, w zależności od schorzenia, tłumaczę zależności oraz wprowadzamy drobną eliminację jeśli chodzi o jadłospis czy styl życia. Wiem, jak ważny jest dialog i rozwianie dręczących człowieka wątpliwości dotyczących chorób.

Poprzez artykuł chcę uświadomić Państwu (głównie Panie mają problemy hormonalne -  z tarczycą) iż, żeby nasz kochany, jakże malutki organ, o nazwie tarczyca zaczął z nami współpracę, potrzebne jest całościowe podejście do organizmu, poznanie wyników typowo tarczycowych ( nie samego TSH) oraz wyhamowanie przewlekłych procesów zapalnych. Mnie nie męczą już dawne zawroty głowy, kołatania serca, zaparcia, zmęczenie czy bezsenność. Nie zażywam preparatów na receptę , które miały mi towarzyszyć do końca życia, bo w moim przypadku nie ma po prostu takiej potrzeby. Wreszcie moja waga ciała - 51 kg  (przy wzroście 155 cm ) - utrzymuje się od ponad pół roku na stałym poziomie, bez drastycznych skoków, jak to było wcześniej.

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Osobiście do nadrobienia mam prawie 20 lat jeśli chodzi o komórki i tkanki, ale już po paru miesiącach wprowadzania drobnych ale konsekwentnych zmian w życiu, widzę ogromną poprawę w samopoczuciu. Wciąż pracuję nad poprawą niektórych parametrów morfologii, czy utrzymania właściwej konwersji tarczycy.

Zgłębiajcie kochani czytelnicy wiedzę o swoich chorobach i ich przyczynach. Im większą wiedzę posiada się w tej tematyce – tym bardziej można działać profilaktycznie, zanim na coś przewlekle zachorujemy z perspektywą leków do końca życia. Ja zachorowałam z niewiedzy, braku czasu na zauważanie sygnałów, które mi wysyłał organizm, informujący, że mam niedobory lub nadmiary w organizmie. Nauczmy się właściwie reagować na te sygnały.


Napisz lub zadzwoń do mnie, jeśli zmagasz się codziennie z przemęczeniem i problemami, jakie ja miałam.

Zdrowia i uśmiechu życzę.


Olimpia Niewiadomska - Dybalska

601 168 120  

olly82@tlen.pl