- Śmierć zbliża się do mnie błyskawicznie. Wiem, że wydała na mnie wyrok i nie zamierza czekać. Ja jednak nie mogę się poddać. Moje córeczki w maju przyszłego roku pójdą do I Komunii św. i muszę dotrwać do tego momentu. Mam raka, na którego nie działa już żadne standardowe leczenie. Pozostała mi ostatnia, bardzo droga szansa... - ten rozpaczliwy apel, którego autorem jest 40-letni Sławomir Śniady ukazał się na stronie fundacji Siepomaga.

Jestem mężem i ojcem. Mam w domu 3 cudowne dziewczyny, o które będę się troszczył tak długo, jak tylko starczy mi sił. Problem jednak jest taki, że tych sił już właściwie nie ma. Od 1,5 roku wiem też, że zostałem zaatakowany przez podstępną chorobę. Trafiłem do lekarza, bo coraz gorzej się czułem. Słabłem z dnia na dzień, a bóle w dole brzucha stawały się nie do zniesienia. Diagnoza w jednej chwili zniszczyła mój poukładany, szczęśliwy świat.  

Kiedy w końcu minął pierwszy szok, pomyślałem, że przecież to jeszcze nie wyrok, że dam radę! Ludzie przecież wychodzą z choroby nowotworowej. Podjąłem walkę! Najpierw operacja, a potem cykl 12 chemioterapii. Zrobiłem badania. Jechałem tam pełen optymizmu, chciałem wrócić do pracy i normalnie żyć. Czułem się dobrze. Wyniki powaliły mnie z nóg, odebrały oddech, powietrze! Guz na wątrobie... Jak to? Przecież brałem chemię! Niestety mój wróg okazał się silniejszy niż chemioterapia. Podjąłem kolejną walkę – najsilniejsza chemia. 

Mój organizm jeszcze bardziej się osłabił. Wyglądałam źle, opuchła mi twarz, czasami sam siebie nie poznawałem. Przetrwałem cykl kolejnych 12 chemioterapii. Ponowne badania i ponowne złe wieści. Leczenie nie zadziałało! Moja wątroba była już całkiem zaatakowana przez liczne guzy. Wtedy lekarze rozłożyli ręce. Jedyne, co byli w stanie mi powiedzieć, to żebym uporządkował swoje sprawy.

Człowiek, kiedy zaczyna tonąć i znajduje się pod wodą, odruchowo próbuje zaczerpnąć powietrza. To jest instynkt przetrwania, który uruchamia się w krytycznych momentach i każe walczyć o życie. Wiem, że rak ciągnie mnie na dno i nie mam już siły, żeby utrzymać się na powierzchni. Dlatego potrzebuję Waszej pomocy...

Nie zamierzam się poddawać! Jest terapia, która może spowolnić rozwój mojej choroby i “wykupić” dodatkowe miesiące życia. Leczenie jest jednak bardzo drogie i nie jestem w stanie zapłacić za nie z własnej kieszeni. Proszę więc o nadzieję i czas, który chciałbym spędzić z moją żoną Magdą i córeczkami Leną i Mają.

Sławek

Pomóc 40-letniemu mieszkańcowi Strzyżewa można za pośrednictwem fundacji Siepomaga.pl