Po raz pierwszy w historii nie tylko gminy Doruchów, ale i całego powiatu ostrzeszowskiego na fotelu wójta zasiądzie kobieta. Urszula Kowalińska - bo o niej mowa, dotychczasowy kierownik urzędu stanu cywilnego, już w pierwszej turze pozostawiła daleko w tyle swoich trzech przeciwników i to ona przez najbliższych 5 lat kierować będzie gminą.

Nowa pani wójt nie ukrywa swojego zaskoczenia. Jak większość, spodziewała się dogrywki w drugiej turze. Tymczasem stało się inaczej. Na Kowalińską zagłosowało 1859 osób, co dało jej zwycięstwo już w pierwszej turze. Kolejne miejsca, już ze znacznie mniejszym poparciem, zajęli: Robert Pustkowski (444 głosy), Tomasz Bugaryn (271 głosów) i Teresa Okoń (146 głosów). - Liczyłam na drugą turę, ale z kim miałabym się zmierzyć, to akurat trudno było wysondować - nie ukrywa Kowalińska.

Jak sama przyznaje, decyzja o kandydowaniu nie była łatwa. - To nie była spontaniczna decyzja - przyznaje nowa pani wójt. - Po części przekonano mnie do niej, uzasadniając, że mam wiedzę, doświadczenie, ale przede wszystkim chęć do pracy.

- Muszę zapoznać się ze sprawami, którymi będę zarządzać. Dotyczy to również spraw kadrowych, muszę wszystko przeanalizować, zakresy czynności, stanowiska pracy - wymienia. O konkretach Kowalińska póki co nie chce jeszcze jednak mówić. Dodaje jedynie, że w pierwszych miesiącach swojej pracy zamierza skupić się na budowie doruchowskiego żłobka i przedszkola. - Jest również kwestia dokończenia remontu Gminnego Ośrodka Kultury w Doruchowie - podkreśla.

Co do dalszej przyszłości? Kowalińska jest raczej oszczędna w słowach. - To też od rady będzie zależało, w jakim kierunku gmina będzie się rozwijała - mówi. (...) Nie chcę, żeby to było na zasadzie: ja sama, chcę żeby wszyscy w tym uczestniczyli, cały nasz samorząd lokalny. RED