To była cenna lekcja przedsiębiorczości. W miniony piątek, 5 października, uczniowie ostrzeszowskich szkół ponadgimnazjalnych spotkali się z Wojciechem Krukiem, współtwórcą marki jubilerskiej KRUK, oraz Pawłem Sołygą – programistą, współzałożycielem firmy Tooploox, a prywatnie absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrzeszowie. Wszystko to w ramach trzeciej już edycji Młodzieżowego Forum Przedsiębiorczości.

O swoich niełatwych początkach kariery zawodowej opowiadał Wojciech Kruk, współtwórca jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek jubilerskich w Polsce. Nazywany królem biżuterii (w 1990 roku znalazł się na 41. miejscu na liście najbogatszych Polaków według „Wprost” – przyp. red.), mimo, że stracił swoje imperium w wyniku wrogiego przejęcia na giełdzie, nie poddał się. Teraz, razem z córką i synem, próbuje odbudować swoje królestwo, wspólnie działając pod szyldem Ania Kruk.

Firma Kruk to przede wszystkim rodzinna tradycja. Historia firmy rozpoczęła się już w 1840 roku, kiedy to złotnik - Leon Skrzetuski otworzył w Poznaniu warsztat produkujący przede wszystkim przedmioty liturgiczne. W 1887 r. przedsiębiorstwo przeszło w ręce jego siostrzeńca – Władysława Kruka, który przekształcił warsztat w reprezentacyjny sklep jubilerski. Z czasem rodzinny biznes trafił w ręce jego syna – Henryka Kruka, który z kolei pałeczkę przekazał swojemu synowi Wojciechowi.

- Kiedy zaczynałem, w całej Polsce było tylko 70 sklepów, gdzie można było kupić srebrną biżuterię. Złotej biżuterii nie można było kupić w ani jednym sklepie, złoto robiło się na zamówienie w warsztacie prywatnym lub państwowym – wspominał Kruk.

Kiedy Kruk stawiał pierwsze kroki w warsztacie ojca, ten zatrudniał tylko czterech pracowników. - To był taki warsztat rzemieślniczy działający zupełnie anonimowo. Robiło się biżuterię srebrną, którą się sprzedawało poprzez spółdzielnię rzemieślniczą do tej państwowej sieci: jubilera - odpowiadał. Jednak nie praca w warsztacie, a studia na Akademii Sztuk Pięknych marzyły się młodemu jubilerowi. - Ale gdzieś tam ten rozum zwyciężył i wylądowałem na ekonomii - żartował. Kruk od swojego ojca dostawał kieszonkowe w wysokości 50 zł, co wystarczyło mu na trzy seanse w kinie. Kiedy poprosił ojca o więcej pieniędzy, ten miał mu powiedzieć. - Tam jest warsztat, zarób sam – wracał do swoich młodzieńczych lat Kruk. - Co ja zrobiłem, to że tak powiem było zbyt krzywe, żeby przeszło kontrolę jakości. Zacząłem więc tak kombinować, co by tu robić, żeby zarobić. Doszedłem do wniosku, że jedyne co mi pozostaje to wymyślić taki wzór, który będzie tak prosty, że poradzę sobie, żeby samodzielnie go zrobić. Po raz pierwszy, tak przez przypadek obudziłem w sobie wiedzę, która jest bardzo istotna w życiu, takie szukanie pomysłu, jak wybrnąć z tej trudnej sytuacji.

Trzeba myśleć

Kruk opowiadając o sobie cały czas kładł duży nacisk na cechy charakteru, którymi powinien wyróżniać się przedsiębiorca, który chce w życiu osiągnąć sukces. - Trzeba w życiu myśleć – podkreślał. - Jest takie powiedzenie, że myślenie ma kolosalną przyszłość. Nikt nie da wam nic za darmo. Świat, w którym można było coś dostać za darmo, już dawno się skończył. Albo sobie wywalczycie w tym świecie miejsce, rozepchniecie się trochę bardziej niż wszyscy i coś osiągniecie, albo nie.

Idąc tym tokiem myślenia Kruk trafił na prawdziwą „żyłę złota” - rozpoczął produkcję popielniczek. Produkcja rozwinęła się do tego stopnia, że jubiler miał, jako jedyny student, swój samochód. Po studiach Kruk zaczął starać się o otwarcie własnego warsztatu, niestety Urząd Miasta cały czas przysyłał mu odmowne decyzje. W końcu, w 1973 r. udało się otworzyć pierwszy warsztat brązowniczy, bo to było rzemiosło ginące. - W 1974 r. idę do mojego ojca z takim bilansem ekonomicznym (...) i pokazuję mu jak to wygląda. Ja mam dla ciebie taki pomysł, ty już skończyłeś 72 lata, to ja bym przejął od ciebie warsztat. Wychodzi, że ty tyle zarabiasz, ja będę zarządzał całością i będę ci płacił taką emeryturę – padła propozycja. Panowie dogadali się.

Wbrew woli ojca

Jednym z pierwszych kroków młodego przedsiębiorcy -wbrew woli ojca- było otwarcie w Poznaniu tzw. sklepu dla turystów, gdzie sprzedawana była biżuteria. - W okolicach Starego Rynku otworzyliśmy taki sklep i już się pojawił malutki szyld W. Kruk, tam zaczęliśmy sprzedawać srebrną biżuterię - opowiadał. - Otworzyłem ten sklep i rozpoczęło się szaleństwo, przed gwiazdką jak otwieraliśmy o 10, to już od 7 była kolejka przed drzwiami. Ja musiałem pracownika jednego wysyłać, ucznia, który wpuszczał do sklepu po 8 osób, bo sklep miał 12 metrów. Ludzie by się zadeptali, sprzedawaliśmy po 2 wyroby na osobę. Od 15 grudnia już nie sprzedawaliśmy pierścionków, bo panie przymierzały ich rozmiary, a to spowalniało sprzedaż. Była kartka, że pierścionki będą dopiero po Święcie Trzech Króli.

Kruk nie ma wątpliwości: specyfika prowadzenia biznesu była kiedyś zupełnie inna, ale jak mówi „pewne rzeczy są ponadczasowe i niezmienne”. - Jak się chce prowadzić jakikolwiek biznes, to trzeba mieć w sobie dużo optymizmu i dużo wiary w siebie – dawał młodzieży cenne rady. - Jeżeli ktoś jest przekonany, że mu się w życiu nic nie udaje, niestety nie może się za to zabrać. Potrzebna jest wiara, optymizm i coś, co ja nazywam inteligencją użytkową. W szkole, potem gdzieś na studiach, w szkołach policealnych będziecie zdobywać wiedzę i to, czego się nauczycie jest niesłychanie ważne, ale dużo ważniejsze jest to, jaki wy potraficie zrobić użytek z tej wiedzy. (...) Pamiętajcie o jednym, to czego w życiu nie nadrobicie to czas. Jeżeli teraz, w młodości nie nauczycie się języków i jeszcze paru rzeczy, to później będzie trzykrotnie ciężej.

Zdaniem Kruka, chcąc osiągnąć sukces, trzeba się wyróżniać. - Nie możecie być szeregowym pracownikiem, który będzie siedział i unikał kierownika – podkreślał. - Po pierwsze do pracy trzeba chodzić z uśmiechem, jak już macie iść tam za karę to czasami sobie darujcie. Ja rozumiem, że praca może być uciążliwością, że lepiej siedzieć w pubie na piwie, ale żeby siedzieć na tym piwie trzeba mieć 5 czy 7 zł, a te pieniądze trzeba jakoś zarobić.

Trzeba robić, to co się lubi

W drugiej części spotkania uczniowie mogli wcielić się w rolę dziennikarzy i zadać pytanie swoim gościom. Pierwsze usłyszał drugi z zaproszonych gości Paweł Sołyga – programista, współzałożyciel firmy Tooploox we Wrocławiu, a prywatnie absolwent I Liceum Ogólnokształcącego w Ostrzeszowie. - Przygoda programistyczna zaczęła się już w szkole podstawowej, potem próbowałem ją rozwijać. Tata mój jest elektronikiem, dzięki temu wszedłem w ten świat oprogramowania szybciej. (…) Fascynowała mnie informatyka i elektronika, dzięki temu poszedłem na studia informatyczne, na politechnikę. Nigdy nie planowałem własnego biznesu... - opowiadał Sołyga, któremu udało się dołączyć do zespołu Google. - Rozwijałem się informatycznie poza szkołą, już po niej zacząłem brać udział w konkursach informatycznych organizowanych właśnie przez Google.

Sołyga zanim zaczął swoją przygodę z gigantyczną międzynarodową korporacją pracował m.in. na zmywaku. - Jeśli chodzi o pracę w Google to ja nie spędzałem tam dużo czasu, mieliśmy rozproszony zespół, (…) jedna osoba była w Amsterdamie, ja byłem we Wrocławiu, ktoś tam był we Włoszech, część ludzi była w Stanach. Raz na dwa, trzy miesiące jechaliśmy do Stanów na dwa tygodnie, żeby się spotkać i porozmawiać. (…) Zobaczenie biura googlowego było dla mnie spełnieniem marzeń. Sołyga w życiu kieruje się jedną zasadą: trzeba robić to, co się lubi. Ostrzeszowianin zainspirowany pracą w Google stara się przenieść tą atmosferę do swojej firmy. - Mamy loftowe biuro, nienormowany czas pracy, każdy przychodzi o której chce – opowiadał. - (…) Ludzie mogą też pracować zdalnie, mamy telekonferencje. Staramy się robić wszystko, żeby ludzie czuli się jak najlepiej w pracy.

Sołyga, mimo, że w tym momencie jego firma zatrudnia już 90-osobowy zespół, żałuje, że wcześniej nie zaczął realizować swoich pomysłów. - Mam wrażenie, że zawsze gdzieś kolekcjonowałem dużo pomysłów, spisywałem je, ale nic z nimi nie robiłem. Mógłbym zacząć wcześniej je realizować, to bym zmienił – nie ukrywał.

Sołyga dawał też rady swoim młodszym kolegom. Zapytany o to, jakich cech potrzeba, by osiągnąć sukces, odpowiedział. - Samozaparcia. (…) Trzeba wyjść na zewnątrz i się pokazać, ja popełniłem błąd, miałem pomysły, gdzieś je trzymałem, ale ich nie realizowałem. Jeżeli wy macie jakiś pomysł to małymi kroczkami zacznijcie go realizować – radził już na koniec spotkania.

Warto dodać, że organizatorami wydarzeniami byli dwaj radni Rady Powiatu w Ostrzeszowie – Adam Grzyb i Maksymilian Ptak. SM


Reklama