Spór wokół sposobu wykonania ciągu pieszo-rowerowego w miejscowości Myje trwa już od kilkunastu lat i wciąż nie doczekał się ostatecznego rozstrzygnięcia. Jego kolejna odsłona miała miejsce podczas ostatniego posiedzenia Rady Powiatu. Rozpatrywano wówczas skargę przeciwko staroście ostrzeszowskiemu, złożoną przez Dariusza Grzebieniuka przed różnymi organami dowodzącymi, że wadliwie przeprowadzone prace doprowadziły do regularnego zalewania jego posesji i poważnych strat finansowych.

Ogłoszenia
Wawrzyniak reklama

Skarga wpłynęła do biura Rady Powiatu 24 kwietnia tego roku i od tego czasu analizą jej zasadności zajmowała się Komisja Skarg, Wniosków i Petycji. W międzyczasie, a dokładnie 17 października, do Starostwa Powiatowego dotarło pismo Ministra Rozwoju i Technologii, informujące o toczącym się w nim postępowaniu odwoławczym w sprawie decyzji Wojewody Wielkopolskiego z maja zeszłego roku o odmowie stwierdzenia nieważności decyzji Starosty Ostrzeszowskiego, zezwalającej na przystąpienie do budowy spornego ciągu pieszo-rowerowego. Powołując się zatem na Kodeks Postępowania Administracyjnego, członkowie Komisja Skarg, Wniosków i Petycji uznali, że w tej sytuacji rozpoznaniem przedmiotowej skargi również powinno zająć się ministerstwo. Przeciwko takiemu rozwiązaniu ostro zaprotestował Stanisław Hemmerling.

Wreszcie przestańcie zamiatać wszystko pod dywan, odrzucając proponowane uzasadnienie, iż przez zajmowanie się sprawą przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii nie można podejmować decyzji w sprawie zaniedbań i arogancji pana starosty w tej sprawie – apelował do pozostałych radnych. – Wojewodą zajmie się minister, a starostą musimy my. Taki nieodpowiedzialny wybieg prawny zastosowany przez Komisję Skarg po to, by nie sformułować nagany wobec postawy i postępowania pana starosty dowodzi o kpinie z nas wszystkich, przede wszystkim ze skarżącego pana Grzebieniuka, a także społeczeństwa. Pan Grzebieniuk przez ponad dziesięć lat podejmował walkę z błędnie wydaną decyzją pana starosty, ale również, można powiedzieć, z sabotażem gospodarczym, ostatecznie wygraną.

Jak podkreślał S. Hemmerling, autor skargi wielokrotnie składał odwołania, każdorazowo uzyskując korzystne dla siebie rozstrzygnięcia, a mimo to Starostwo starało się dowieść, że wina za powstałe problemy leży po jego stronie. Radny wspomniał przy tym o ekspertyzie, zgodnie z którą przyczyną zalewania miała być zapchana drena. Nie znalazło to jednak potwierdzenia w rzeczywistości.

Nie chcę ukrzyżować pana starosty – oświadczył sam D. Grzebieniuk. Jedynie chciałem, żeby pan starosta przeprowadził przed szanowną radą samokrytykę i żeby w końcu dotarło do pana starosty, którego szanuję, że popełnił błąd. Na wszystkich postępowaniach administracyjnych zawsze mówił, że są mądrzejsi ode mnie. Zawsze mówił, że pan Grzebieniuk sam się przekona, że jest sam sobie winien, że sam siebie zalewa, a jego wszelakie roszczenia o odwodnienie terenu czy odszkodowanie są bezpodstawne. Okazało się inaczej.

Grzebieniuk miał pretensje nie tylko do starosty, ale też do Rady Powiatu, która kilkanaście razy uznawała jego skargi za bezzasadne.

Ale wszystkie te uchwały, albo w sądzie wojewódzkim w Poznaniu, albo bezpośrednio u wojewody stwierdzały, że są zasadne – argumentował.

Starosta Lech Janicki przekonywał z kolei, że działania podjęte przez jego służby w znaczący sposób poprawiły sytuację i od kilku lat odwodnienie jest już skuteczniejsze. Zwrócił też uwagę na roszczenia odszkodowawcze wysuwane przez D. Grzebieniuka.

Bez skutecznego, na drodze prawnej, rozwiązania sprawy, czyli bez konkretnych orzeczeń, wyroków bądź decyzji na poziomie nawet ministerialnym, a może i sądowym nie ma możliwości, aby wypłacić kolejne odszkodowania, sugerowane przez właściciela nieruchomości oświadczył. – Tego nie jest w stanie zdecydować ani zarząd, ani starosta, ani rada. Muszą być konkretne dokumenty, konkretne orzeczenia, konkretne papiery. Generalnie nie zgadzamy się z poziomem roszczeń, które mogą wynikać ze sprawy, która moim zdaniem jest już załatwiona w sensie technicznym.

Jak poinformował autor skargi, łącznie ze wszystkich źródeł, do których występował ze swoimi roszczeniami, uzyskał około 120 tysięcy złotych w formie odszkodowania, w tym około 5 tysięcy przyznane przez starostę.

I nie jest prawdą, że z dobrego serca pan starosta wykonał u mnie odwodnienie, bo musiał wykonać prawomocne decyzje wyższych organów, i to dwóch organów, wg dyrektora Zarządu Wód Polskich we Wrocławiu. – zaznaczył. – A wcześniej jeszcze burmistrz miasta i gminy, w związku z naruszeniem stanu wód, nakazał panu staroście wykonanie odwodnienia na moim terenie.

D. Grzebieniuk zapewnił jednocześnie, że nie zamierza dochodzić od powiatu kolejnych odszkodowań, a zależy mu jedynie na tym, aby starosta uderzył się w pierś i przyznał do oficjalnie potwierdzonych, także sądownie, zaniedbań. Do tego jednak nie doszło. W finale dyskusji mieliśmy za to do czynienia z niezwykle ostrą wymianą zdań pomiędzy przewodniczącym Rady Powiatu Tomaszem Maciejewskim a S. Hemmerlingiem. Pierwszy, opierając się na opiniach prawnych, zamierzał doprowadzić do głosowania w sprawie przekazania skargi do rozpoznania przez Ministra Rozwoju i Technologii. Drugi natomiast się temu zdecydowanie sprzeciwiał.

To jest w dalszym ciągu kpina, co pan robi z pana Grzebieniuka – mówił podniesionym głosem. – Protestuję przeciwko takiemu draństwu, kryje pan całe zło. Kpiny pan robi panie Maciejewski, pan się nie nadaje na przewodniczącego. Gra pan rolę błazna w tej chwili.

Po tych słowach T. Maciejewski zagroził możliwością siłowego wyprowadzenia radnego z sali, a w reakcji Hemmerling zaczął sam kierować się ku wyjściu w akcie protestu. Ostatecznie głosowanie zostało przeprowadzone. Czternastoma głosami za i jednym wstrzymującym się uchwała została podjęta, co jednak z pewnością nie oznacza końca konfliktu. ŁŚ

Ogłoszenia
J3M