- Trzeba ograniczyć liczbę drzew rosnących przy drodze – apelował podczas ostatniej sesji Rady Powiatu radny Adam Grzyb. Powód? Zbyt wielu ludzi – po uderzeniu samochodem w drzewo - ginie na drogach.

Jak bumerang powrócił temat wycinki przydrożnych drzew. Do tragicznego w skutkach wypadku z 21 września br. na drodze powiatowej w Komorowie, w którym śmierć na miejscu poniosła 51-letnia mieszkanka gminy Mikstat, odnosił się radny Adam Grzyb. – Pofatygowałem się na miejsce tego zdarzenia i zwróciłem uwagę na jeden fakt, że główny impet uderzenia samochodu skumulował się na drzewie znajdującym się poza krawędzią jezdni, czyli to nie było drzewo nasadzone wcześniej, tylko drzewo, które znajdowało się metr czy półtora metra od szosy – mówił. – Można wysnuć wniosek, że jest to samosiejka. To jest młody dąb, może ma 10-12 lat, którego tak naprawdę nie powinno tam być. Jest to efekt tego, że przez kilkanaście lat rowy przy drodze powiatowej nie były czyszczone z krzewów i drzew. Rowy nie są od tego, żeby rosły w nim takie krzewy i drzewa samosiejki – zaznaczał.

Grzyb przypominał też, że odkąd jest radnym, kilkakrotnie wnosił, by drzewa na odcinku Ostrzeszów – Mikstat powycinać. – Ja wiem, że to jest drogie i o wiele lepiej byłoby spożytkować te pieniądze na budowę chodników, bo efekt jest namacalny, widać, że te pieniądze zostały w coś zainwestowane – przyznawał, ale w tym samym miejscu zwrócił uwagę na nie tak dawne przeznaczenie z budżetu powiatu kwoty 80 tysięcy złotych na poprawę stanu chodnika na Myjach. – W dużej mierze zrobiliśmy to dla świętego spokoju, ale czy ten chodnik komuś zagrażał, czy ktoś na tym chodniku się połamał, czy ktoś tam stracił życie? Nie. A jakie są koszty społeczne tego, że przez wypadek drogowy ktoś traci życie lub zdrowie? Ile trzeba wydać w naszym szpitalu powiatowym, żeby kogoś takiego przywrócić do zdrowia? Ile pieniędzy trzeba wydać z ubezpieczenia OC, żeby komuś wypłacić odszkodowanie? To są rzeczy zupełnie niewspółmierne – mówił.

Dla radnego niezrozumiałym jest to, że Wydział Zarządzania Drogami nie może zatrudnić choćby na tydzień kilku osób na umowę o dzieło i raz na zawsze doprowadzić stan rowów do takiego jaki być powinien. – Doskonale rozumiem, że to nie drzewa powodują śmierć, że to często jest wypadkowa błędów kierowcy, ale przez wyczyszczenie rowów przynajmniej dajemy cień szansy na to, że ktoś ujdzie z życiem, a przynajmniej zminimalizujemy ryzyko, że ktoś się na tych drzewach połamie.

W związku z tym prosił, aby w przyszłorocznym budżecie zabezpieczyć pieniądze na wyczyszczenie rowów. Nieco odmienne zdanie miał w tym temacie starosta Lech Janicki. – Problem ilości drzew przy drogach to jest parę tysięcy – odpowiadał starosta. – Nie można powiedzieć, w którym miejscu zdarzy się jakaś tragedia. (…) Nie dostaniemy od razu zgody na to, aby wyciąć wszystkie drzewa przy drogach.

Ja nie chcę, żeby te drzewa 40-,50-letnie były wycinane, mi chodzi o utrzymanie rowów – odpowiadał Grzyb tłumacząc, że chodzi o rowy, bo w razie wypadku ktoś wjedzie do rowu, a nie uderzy w krzaki i samosiejki. – Generalnie trzeba usunąć w większości drzewa przy drogach, ponieważ one zagrażają. Jeżeli będzie pan sobie wybierał, panie radny, drzewa, które są samosiejkami od pięknych pomników przyrody to między nimi wcale wielkiej różnicy nie ma. Następnym razem ktoś może się zabić o pomnik przyrody. Co roku wycinamy co najmniej 150-200 drzew za zgodą odpowiedniego organu, natomiast nie widzę szansy, żebyśmy byli w stanie opanować wszystko i powycinać te zakrzaczenia. One są nawet problemem dla dróg wojewódzkich. Proszę sobie wyobrazić, po raz pierwszy po kilkunastu latach przy drodze wojewódzkiej w miejscowości Ligota oczyszczono zakręt, ale za dwa lata on znowu będzie zarośnięty – wyjaśniał Janicki.

Głos w tej sprawie zabrał też radny Wojciech Bąk, który wzmocnił interpelację przedmówcy. Bąk był zdania, że na odcinku około kilometra przed Komorowem należałoby usunąć wszystkie drzewa, stwarzające ogromne niebezpieczeństwo. – Pozyskanie i sprzedaż tych jesionów na pewno byłoby z zyskiem dla Wydziału Drogowego i pieniędzy by jeszcze zostało na wycinanie zakrzaczeń przy drodze - stwierdził.

Jak tłumaczył starosta, wszystko zależy od pieniędzy i... woli radnych. EP

Reklama