Ostrzeszowscy policjanci zlikwidowali dziuplę samochodową, do której sprowadzane były kradzione samochody. Dziupla mieściła się w... kurniku.

Trop zaprowadził funkcjonariuszy do jednej ze wsi pod Kobylą Górą. Co ciekawe dziupla znajdowała się w samej jej centrum, tuż przy ruchliwej drodze wojewódzkiej. Na teren posesji funkcjonariusze weszli 27 czerwca. Tam w pomieszczeniach gospodarczych, które wcześniej pełniły rolę kurników policjanci znaleźli pojazdy i części pojazdów, które – jak ustalono – pochodzą z kradzieży.

Na chwilę obecną ze względu na dobro toczącego się śledztwa policja nie udziela szczegółowych informacji w tej sprawie. Od naczelnika Wydziału Kryminalnego nadkom. Artura Lubinieckiego dowiedzieliśmy się jedynie, że sprawa "jest poważna".

Oszczędna w słowach jest również prokuratura. Czy policjanci trafili również na ślad skradzionych w ostatnim czasie na terenie powiatu ostrzeszowskiego samochodów? - Tego w tym momencie powiedzieć nie mogę – odpowiada prokurator Ireneusz Kaźmierczak z Prokuratury Rejonowej w Ostrzeszowie. - W każdym razie pochodziły z różnych miejsc.

Ile samochodów i części jakich marek znaleziono? Na to pytanie również nie otrzymujemy odpowiedzi. Prokuratura posługuje się jedynie stwierdzeniem, że były to samochody z "wyższej półki".

Pewne jest jedno, odnalezione samochody i części zabezpieczono do dalszych badań identyfikacyjnych. - Sprawa jest rozwojowa. W ramach postępowania należy ustalić jakie pojazdy, skąd pochodzą, na czyją szkodę zostały skradzione, kiedy – mówi Kaźmierczak.

Na więcej szczegółów nie możemy liczyć. Sprawa – na co zwracają uwagę śledczy - jest na początkowym etapie. Formalnie nie zostały jeszcze nikomu postawione zarzuty. Pewne jest jedno, w tej sprawie policjanci zatrzymali jedną osobę – właściciela posesji. - Ta osoba została zwolniona. Uznano, że na razie nie było podstaw, żeby postawić mu zarzut – dodaje prokurator.

Mieszkańcy wsi, w której odkryto dziuplę, twierdzą że nie mieli pojęcia o tym, co dzieje się w budynkach gospodarczych. - Cały tydzień trwały przygotowania we wsi do wielkiej imprezy, ludzie sprzątali plac, parkingi i nikt zupełnie nie widział nic podejrzanego. Nawet wcześniej nic ludziom nie rzuciło się w oczy – mówi jeden z mieszkańców podkobylogórskiej wsi. Do tematu wrócimy. RED

Reklama