- Odnoszę wrażenie, że jesteśmy - jak to powiedział jeden z polityków – ludźmi gorszego sortu – tymi słowami sołtys wsi Kotowskie zwróciła się podczas ostatniej sesji do burmistrza Mariusza Witka. Był to protest Justyny Parzybok przeciwko pszczołom, które miałyby być hodowane na terenie ich wsi. - W miejscowości Kotowskie – może to zabrzmi śmiesznie - pozostaną norki, pszczoły i tak naprawdę nie wiadomo, co jeszcze – ironizowała.

O co chodzi? O ule, które miałyby stanąć na jednej z działek we wsi. Zainteresowana wydzierżawieniem działki o wielkości 1,5 ha od Urzędu Gminy jest mieszkanka jednej z podostrzeszowskich wsi. Dlatego burmistrz Mariusz Witek wywołał na ostatniej sesji rady miejskiej uchwałę dotyczącą wyrażenia przez radnych zgody na ogłoszenie nieograniczonego przetargu na wydzierżawienie terenu. Kiedy jednak mieszkańcy wsi dowiedzieli się, że mają tam stanąć ule z pszczołami zaczęli protestować. O swoich zastrzeżeniach, jeszcze przed sesją mówili m.in. burmistrzowi. - Tak łatwo i szybko ta sprawa została załatwiona – nie kryła swojego oburzenia już podczas sesji sołtys wsi Justyna Parzybok. - Dobry zwyczaj nakazywałby, aby sprawę najpierw skonsultować z mieszkańcami, którzy tam żyją, mieszkają praktycznie od urodzenia. Należałoby poinformować ich o tym zamiarze, a nie podejmować, jak mi się wydaje, pochopnie decyzji. Panie burmistrzu, takimi działaniami w dalszej perspektywie w miejscowości Kotowskie – może to zabrzmi śmiesznie - pozostaną norki, pszczoły i tak naprawdę nie wiadomo, co jeszcze. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy - jak to powiedział jeden z polityków – ludźmi gorszego sortu.

Sołtys nie podawała jednak konkretnych argumentów, dlaczego mieszkańcy są przeciwni pszczołom. Bardziej skupiła się na współpracy na linii rada sołecka, a Urząd Gminy.

Do wiceburmistrza Pawła Uścinowicza miała żal, że po upływie dwóch lat nadal nie może doprosić się o ustawienie na terenie wsi znaku przystanku autobusowego. - Ja zapraszam do Kotowskiego, aby przejechać się tymi drogami i zobaczyć z czym ludzie się muszą zmagać – to kolejne zastrzeżenie sołtys. - Następna sprawa to nasza sala wiejska, właściwie trudno to nazwać salą, bo w tej chwili służy to jako magazyn, gdzie są przetrzymywane stoły, namioty i nic więcej. Ja przypuszczam, że ta zima, albo następna z dużymi opadami śniegu grozi katastrofą budowlaną. A mieści się tam sklep i bar. Połowa wsi nie ma oświetlenia ulicznego. Wiem jakie zaraz usłyszmy odpowiedzi, że nie ma pieniędzy, ja wiem... Ale panowie burmistrzowie, ile jeszcze mamy czekać, ile lat, ile dekad? Kiedy nasza kolej – nie ustępowała. - (…) Powinno być standardem, że wszystkie wioski, wszyscy mieszkańcy powinni być traktowani równo.

Na odpowiedź burmistrza Mariusza Witka Parzybok długo czekać nie musiała. - Wypowiedź pani sołtys troszeczkę mija się z prawdą – oświadczył włodarz. - Oczywiście powiedziała pani o rzeczach, które nie są jeszcze zrobione. Natomiast zapomniała pani powiedzieć, że jednak sołectwo Kotowskie nie jest omijane. Nie tak dawno kilometr drogi został zrobiony, to kosztowało około 300 tys. zł. Była odnowiona mała remiza, w której znajduje się zabytkowy wóz strażacki. Były zakupione stoły za około 8-9 tys. zł na rzecz sołectwa. Dodatkowo był doposażony plac zabaw... Sołectwo nie jest proszę państwa pomijane, bo gdybym podliczył te środki, które zostały w ostatnim czasie wydane, to naprawdę nie jest to mała kwota – zapewniał Witek.

Tuż przed podjęciem samej uchwały o głos poprosił Patryk Jędrowiak. Radny sugerował, aby wycofać z porządku obrad projekt i pochylić się nad nim jeszcze raz w innym terminie, a w międzyczasie spotkać się z członkami rady sołeckiej, by sprawę wyjaśnić. Tym bardziej, że – jak zauważył radny - osoba zainteresowana wydzierżawieniem działki jest bliską krewną jednego z ostrzeszowskich radnych. Wniosek Jędrowiaka został jednak odrzucony.
Ostatecznie radni - przy 11 głosach za, 6 przeciwnych i 3 wstrzymujących – podjęli uchwałę, która tak naprawdę dopiero otwiera gminie furtkę do ogłoszenia nieograniczonego przetargu na wydzierżawienie działki. Udział może wziąć w nim każdy, pod warunkiem, że prowadzona na tym terenie działalność będzie związana tylko i wyłącznie z rolnictwem. Nie oznacza to więc, że na terenie tym staną ule. Już po podjęciu uchwały burmistrz Witek zaproponował sołtys, aby rada sołecka spotkała się z nim i ustaliła warunki, na których Urząd Gminy miałby podpisać umowę z potencjalnym dzierżawcą. - Tak, by zabezpieczyć interesy mieszkańców – sugerował radny Kazimierz Bacik. SM

Reklama