Bogusław Kamionka z Kaliszkowic Kaliskich i jego rodzina nie mogli wyjechać samochodem z własnej posesji, bo sąsiadka zagrodziła płotem betonowym ich drogę dojazdową. - Rodzice chorują i jak pogotowie ma wjechać? Swoimi działaniami stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa i życia. Ja pracuję, nie mam możliwości wyjazdu do pracy - żali się syn Kamionków.

22 listopada, około godziny 11. Jesteśmy w Kaliszkowicach Kaliskich, gdzie między dwoma sąsiadami trwa wojna o drogę dojazdową. O interwencję poprosił nas znany ludziom we wsi społecznik Bogusław Kamionka. Mężczyzna jest inwalidą – ma I stopień niepełnosprawności, przeszedł już dwa zawały.

- Zostaliśmy zamknięci na własnej posesji – żali się, wskazując jednocześnie na betonowy płot, który na drodze dojazdowej do ich domu ustawiła ich sąsiadka, uniemożliwiając im w ten sposób wyjazd autem z podwórza.

Ta droga jest tu już 100 lat, tu było duże gospodarstwo, tu wszyscy jeździli. (…) Zmieniła się właścicielka, bo sąsiad zmarł, żona zapisała córce, a córka chce drogę zamknąć, bo ona chce to sprzedać. Ale bez wyroku sądowego nie można komuś drogi zamknąć – mówił pan Bogusław.

Jak się okazuje, konflikt między sąsiadami narastał już od kilku lat, co najmniej od ośmiu.

O co chodzi?

Sąsiadka rodzinie zablokowała wyjazd, bo z prawnego punktu widzenia jest właścicielką działki, przez którą przebiega sporny dojazd do posesji. Do zabudowań wjeżdża się z drogi powiatowej. Droga gruntowa prowadzi do trzech zabudowań. Na jej końcu jest posesja Kamionków, dla rodziny to jedyny możliwy dojazd. Innego – jak twierdzą - nie ma. – Robiłem rozbudowę. Projektant drogę widział, nie dałby pozwolenia na budowę. Dobudowałem stodołę 4 metry, szopę 6 metrów i w poprzek zabudowałem swoją działkę, a teraz nie ma wyjazdu. Ona twierdzi, że mam. Chyba przez stodołę? – opowiadał Kamionka. – Kiedyś, jak przejeżdżałem autem, tłumaczyła, że mam jej płacić dzierżawę, bo to jest droga prywatna. Pod nosem burkłem i to ją obraziło – dodaje.

Rodzina zastanawia się, dlaczego kobieta postawiła płot akurat przed ich posesją, zamiast zaraz przy zjeździe z powiatowej, gdzie zaczyna się jej grunt...

Dziadkowie pozwolili

Jak się okazuje, zgodę Kamionce na przejazd przez działkę wyrazili nieżyjący już od lat dziadkowie sąsiadki. Sprawa jednak nigdy nie została uregulowana prawnie. – (…) Gmina traktowała ją jako drogę gminną. Odśnieżała, kanalizację położyła za naszą zgodą, choć nie powinna, bo się nie kładzie kanalizacji na drogach prywatnych. Ta droga cały czas tu jest. Był znak drogowy trójkąt, potem jak zakładany był chodnik w 2004 lub 2005 roku, postawiono znak stop; znaki poginęły – tłumaczył Kamionka.

Czara goryczy przelała się w minioną środę, gdy Kamionkowie zobaczyli na drodze wyjazdowej wysoki płot. Jak tłumaczą, we wsi krążyła plotka, że droga ma być zagrodzona, jednak oficjalnej informacji od sąsiadki nie otrzymali. – Wyszliśmy na drogę, zrobiliśmy awanturę, żeby nie zagradzali, a oni się uparli, że nie. Powiedziała, że może nam tylko przejście zostawić, bo my mieliśmy czas, żeby coś zrobić – relacjonował syn Kamionków. – Jak tak można?

To jej własność

Co na to sąsiadka Kamionków? Kobieta nie chciała udzielić nam oficjalnej wypowiedzi. Odpierała tylko zarzuty sąsiadów. Twierdziła, że o zamiarze zagrodzenia drogi informowała Kamionków przynajmniej 3 tygodnie wcześniej. Mówiła też, że została zwyzywana przez starszego z sąsiadów. Kilkakrotnie powtarzała, że to jest jej własność i ma prawo robić na niej, co chce. Zastanawiała się czy ktoś inny na jej miejscu pozwoliłby, aby chodzono mu po własnym podwórku, bo u niej do takiej sytuacji dochodzi od lat. W trakcie rozmowy usłyszeliśmy, że Kamionkowie mogą zrobić sobie dojazd do nieruchomości za budynkami gospodarczymi lub przez stodołę.

Polubownie załatwią sprawę?

O całym zajściu powiadomiono burmistrza Mikstatu Henryka Zielińskiego. Gospodarz Mikstatu tłumaczył, że istnieje możliwość załatwienia sprawy polubownie. Na działce gminnej przylegającej tuż do działki kobiety – przez którą przebiega wspomniana droga dojazdowa - wybudowano stodołę. Nieruchomość przez lata sąsiedzi uważali jako swoją i użytkowali. Gdy okazało się, że tak nie jest, urząd gminy zaproponował, by dokonać zamiany gruntów: działka, na której stoi stodoła, za przekazanie gminie drogi. Jednak propozycja ta została przez sąsiadkę Kamionków odrzucona.

- W czasie wizji w terenie widać ewidentnie, że jest to nieruchomość użytkowana jako droga, jako dojazd publiczny – nie ma wątpliwości burmistrz. - W minionych latach Spółka Oświetlenie Uliczne i Drogowe wybudowała tam oświetlenie, i również gmina wybudowała w minionych latach tam kanalizację, czyli to było traktowane jako dojazd do tych nieruchomości. (…) To jest sprawa cywilna. To nie jest sprawa, która może być załatwiona w drodze postępowania administracyjnego w urzędzie. W związku z tym właściciel nieruchomości, korzystając ze swoich praw, musi korzystać z prawa własności w sposób nieutrudniający korzystanie z prawa własności innym posiadaczom, a moja pobieżna ocena jest taka, że tutaj prawdopodobnie doszło do naruszenia tej równowagi. Ja myślę, że strony powinny się spotkać, uzgodnić ten przejazd w taki czy inny sposób, a jeśli nie będzie takiej możliwości, to tylko jedynie przed sądem można tych praw dochodzić – wyjaśnia Zieliński.

Nie obyło się bez interwenci policji. Po rozmowie z dzielnicowym – w środę wieczorem - sąsiadka płot zdemontowała, a w jego miejsce postawiła drewniany, który już umożliwiał wyjazd autem osobowym z podwórza Kamionków. Sąsiadka zaznaczyła jednak, że daje rodzinie czas do 15 grudnia na rozwiązanie tej sytuacji. Pismo do sąsiadki o umożliwienie przejazdu i przechodu skierował Kamionka, do tej pory nie otrzymał odpowiedzi. Konflikt między sąsiadami przybiera na sile każdego dnia. Jak się dowiedzieliśmy w poniedziałek rano, sąsiedzi postawili również bramę przy drodze powiatowej, odgradzając w ten sposób swoją nieruchomość. Jeśli strony nie dojdą do porozumienia, sprawa najprawdopodobniej swój finał znajdzie w sądzie. EP

Adwokat Damian Szulc wyjaśnia:
„To klasyczny przykład cywilnego sporu sąsiedzkiego, który winien rozstrzygnąć Sąd Rejonowy, na wniosek zainteresowanego. Jeżeli nieruchomość nie ma odpowiedniego dostępu do drogi publicznej, właściciel może żądać od właścicieli gruntów sąsiednich ustanowienia za wynagrodzeniem potrzebnej służebności drogowej (droga konieczna). W szczególnych przypadkach można argumentować, że doszło już do zasiedzenia służebności. Sąd ustali stan faktyczny i rozstrzygnie spór. W postępowaniu z reguły przeprowadza się dowód z oględzin nieruchomości i opinii biegłego geodety. Należy rozważyć skierowanie do Sądu przez zainteresowanego wniosku o udzielenie mu zabezpieczenia poprzez unormowanie praw i obowiązków uczestników na czas trwania postępowania. W celu przygotowania wniosku do Sądu zainteresowany powinien pilnie udać się do profesjonalnego pełnomocnika tj. adwokata lub radcy prawnego, a jeżeli nie ma na to środków, zawnioskować do Sądu o ustanowienie do sprawy pełnomocnika z urzędu.”

Reklama