Czarne chmury zawisły nad szkołą w Głuszynie. Wójt Paweł Koprowski podjął decyzję o przedłużeniu umowy ze stowarzyszeniem prowadzącym placówkę tylko o rok. To wzbudziło kontrowersje. - W Głuszynie nasza szkoła to jest nasz ośrodek kultury! – mówiła mieszkanka wsi, która wraz z grupą innych osób pojawiła się na piątkowej sesji rady gminy, by walczyć o przedłużenie umowy na kolejne 10 lat.

Punkt poświęcony tematowi szkoły w Głuszynie nie był zaplanowany na sesję odbywającą się 2 marca w Kraszewicach. O włączenie go do porządku obrad apelował radny Adrian Kruszakin. Jego wniosek zyskał poparcie radnych.

Rozpoczęto od sprawozdania przewodniczącej komisji oświaty Adeli Puchały, która poinformowała o tym, że z dniem 1 sierpnia 2018 roku kończy się umowa użyczenia Szkoły Podstawowej w Głuszynie na rzecz Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich w Częstochowie. W związku z tym radni na wspólnym posiedzeniu komisji stałych odbywającym się 15 grudnia nie wyrazili zgody na dalsze przedłużenie tej umowy. Pojawiła się jednak propozycja, by w Głuszynie otworzyć oddział przedszkolny będący filią Przedszkola w Kraszewicach. Z propozycją taką wystąpił radny Radosław Gatkowski. Pomysłowi temu przyklasnęli w większości pozostali radni.

Nie 10 lat a rok

Nieoczekiwanie jednak wójt Paweł Koprowski podjął decyzję o przedłużeniu umowy ze stowarzyszeniem jedynie o kolejny rok szkolny. Swoje stanowisko poparł opinią prawną, która jednoznacznie stwierdzała, że nie jest dopuszczalne utworzenie takiego oddziału w Głuszynie.

Dla wielu opinia taka była zaskoczeniem, dlatego Puchała skonsultowała stanowisko to z kuratorium i dowiedziała się, że oddział taki jednak można otworzyć – samodzielne 1-oddziałowe przedszkole. Z myślą o tym przygotowano kalkulację, która – jak dowodziła przewodnicząca – wskazuje na to, że koszt prowadzenia oddziału byłby mniejszy niż wydawane coroczne środki dla stowarzyszenia.

To jednak nie zadowala rodziców, którzy postanowili bronić placówki. - Wójt nie konsultował tej decyzji ani z mieszkańcami, ani z radnymi – zauważył Kruszakin.

Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce i do Głuszyny zaprosili przedstawicieli stowarzyszenia. Jednoznacznie opowiedzieli się też za tym, że chcą kontynuacji umowy na kolejne 10 lat. Kruszakin zaapelował też w piątek do rady, aby wyraziła pozytywną opinię w sprawie dalszego prowadzenia przez SPSK szkoły i punktu przedszkolnego w Głuszynie.

Chcą remontować

Do urzędu gminy trafiła też petycja, pod którą podpisało się około 100 mieszkańców. - Jeżeli przyjmiemy wersję na rok, tak naprawdę trudno cokolwiek zaplanować... - dowodził Kruszakin. Radny tłumaczył też, że przedstawiciele stowarzyszenia zapewnili mieszkańców, że są zainteresowani dofinansowaniem budynku. - Wiadomo, jest tam bardzo dużo rzeczy do zrobienia, ale w pierwszej kolejności nas zapewniali, że chcą wyremontować podłogę na holu głównym, te ściany, pouzupełniać ubytki, i oni są chętni do kontynuacji, do współpracy i poczynienia pewnych inwestycji czy remontów, jeżeli to będzie w perspektywie dłuższej, na przykład 10 lat. Natomiast jeżeli na rok, to nie mamy szans tutaj na remonty z ich strony – mówił. Dodatkowo dowodził, że kiedy przedszkole prowadzone jest przez stowarzyszenie, wówczas gmina dopłaca 40 procent. - Natomiast jeżeli to byłoby prowadzone przez gminę, ta stawka wynosi 100 procent – mówił.

Stąd może być prezydent

Radny Jan Wojtaszek zaproponował, aby najpierw podyskutować na ten temat, a z głosowaniem wstrzymać się do następnej sesji, do powrotu wójta, który obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim, gdyż on jest najbardziej kompetentną osobą.

O przedłużenie umowy na 10 lat apelował też sołtys Głuszyny Józef Adamus.

Z kolei dyrektor placówki Maria Pustelnik podkreślała, że stowarzyszenie ponosi większość kosztów utrzymania placówki. Mówiła m.in. o ogrzewaniu budynku. - Na spotkaniu była pani prezes i zastępcy i oni powiedzieli sami, że się tutaj nie pchają, tak brzydko można powiedzieć. Byli zaproszeni przez mieszkańców, zgodzili się prowadzić, pomimo że dotują szkołę. Mają bardzo duże doświadczenie, bo pracują w całej Polsce, cały czas przejmują takie szkoły, których nikt na zdrowy rozum nie chciałby prowadzić. (…) Mnie się wydaje, że wychowanie 4 czy 5 bardzo dobrych obywateli, to jest tak samo ważną zasługą niż położenie na nich lachy, jak się brzydko mówi, i nie dbanie o nich. Może z tych 4 zostać któryś kiedyś prezydentem i może z takiej szkoły pochodzić – mówiła. Podkreślała też, że SPSK w sumie dopłaca do funkcjonowania placówki około 40-50 tys. rocznie. Trudno więc mówić, że nic się w szkole nie robi.

To rodzice sponsorowali

Nieco odmienne zdanie miała Małgorzata Broniecka, która otwarcie stwierdziła, że większość prac remontowych w szkole finansowo sponsorowali rodzice. Zdanie to spotkało się z krytyką jednej z mieszkanek wsi. - Nam nikt nie kazał, my sami chcieliśmy, ile jest w naszej mocy tyle sami zrobimy, i nam nikt nie narzuca tego, że my mamy zrobić. My chcemy, żeby po prostu było ładnie – mówiła ze łzami w oczach.

Obecni na sesji mieszkańcy Głuszyny wyrażali obawy, że jeżeli samorząd chce utworzyć przedszkole w ich wsi, to tylko z myślą o tym, by później je zlikwidować i przenieść dzieci do nowo wybudowanego przedszkola w Kraszewicach. - Proszę nas zrozumieć, jesteśmy też trochę między młotem a kowadłem, z jednej strony mamy stanowisko komisji oświaty, z drugiej strony wolę rodziców o współpracy. Chcemy to wypośrodkować – stanowisko urzędu przedstawiał sekretarz Konrad Kuświk. Nie ukrywał też, że decyzja ta uzależniona jest od finansów gminy. - My nie mamy jako urząd wątpliwości i zastrzeżeń do prowadzenia tej szkoły przez stowarzyszenie. (…) Zastrzeżeniem jest to, czy ma to być w tej formie – podkreślał.

Sekretarz nie ukrywał, że urząd stara się pozyskać dodatkowe środki na remont obiektu. Mówił też, że w planach jest przeznaczenie budynku na inne cele publiczne. - Żeby coś powstało, co będzie służyło mieszkańcom.(...) Naprawdę nie jest wolą urzędu, dopóki nie mamy alternatywy wykorzystania tego budynku, likwidacja tej szkoły czy przedszkola – zapewniał.

Kuświk tłumaczył, że po roku można przedłużyć umowę o kolejne lata. - To znaczy po wyborach, tak? - wtrącił Kędzia. Na sali rozległ się śmiech i pojedyncze oklaski.

To nasza spuścizna

- Naszym obowiązkiem jako mieszkańców tej wioski jest dbać, żeby ta szkoła była, dlatego że to jest nasza spuścizna po rodzicach – przypominał Roman Dzięcielski. Inna z osób zaznaczała, że dzieci nie są kartą przetargową a szkoła bankomatem, i należy wziąć to pod uwagę, podejmując decyzję o funkcjonowaniu placówki. - Tymi pieniędzmi nie szastajmy w stosunku do dzieci. Nie mają być pokrzywdzone tylko z tego powodu, że mieszkają na Głuszynie – wtrąciła inna kobieta.

O wsłuchanie się w głos mieszkańców apelował radny Kędzia. - Powinniśmy się przychylić – stwierdził Gatkowski. Radny wyraził zdanie, że rok dla stowarzyszenia i rodziców nie jest żadną gwarancją, z drugiej strony 10 lat też może nie każdemu odpowiada, dlatego trzeba dojść do konsensusu.

To zniechęca?

Zbliżając się do końca dyskusji, radna Puchała przedstawiła liczby narodzin w poszczególnych latach. Wynika z nich, że obecnie w Głuszynie mieszka ośmioro 6-latków, dwoje 5-latków, dwoje 4-latków, jeden 3-latek, pięcioro 2-latków i troje dzieci jednorocznych. Mała liczba dzieci powoduje, że w następnych latach oddziały mogą świecić pustkami. Taka sytuacja może zniechęcać - mówiła.

Ostatecznie radni zdecydowali, że temat szkoły w Głuszynie zostanie podjęty na kolejnej sesji. Już z udziałem wójta. Informacja ta spotkała się z niezadowoleniem mieszkańców uczestniczących w obradach. - To z dziećmi przyjdziemy – ostrzegali. E.P.

Reklama