Projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla gminy Doruchów budzi ogromne emocje części mieszkańców. Z wizją projektantów nie zgadzają się szczególnie rolnicy, którzy podczas grudniowej sesji stanowczo domagali się wprowadzenia zmian w planie. - Czujemy się pokrzywdzeni – nie kryli swojego rozczarowania.

Zdenerwowani rolnicy przyszli na sesję – bo jak mówili – nie mogą zgodzić się ze zmianami zaproponowanymi przez projektantów w planie zagospodarowania przestrzennego. O co chodzi? Sprawę próbował wyjaśnić wiceprzewodniczący Karol Konarski. - Działki na terenie gminy zostały przekształcone bez wiedzy właścicieli – mówił. - Do tej pory mieliśmy działki oznaczone jako mieszkaniowe łamane przez zagrodowe. Nagle te zagrodowe nam odebrano. (...) Ci, którzy kiedyś mieli tylko zagrodowe, nadal mają zagrodowe. Pozostali, którzy mieli mieszkaniowe łamane na zagrodowe mają już tylko mieszkaniowe.

Tu właśnie pojawia się problem, szczególnie dla rolników. - Te gospodarstwa, które są przekształcone tracą potężne pieniądze, ponieważ nie będę się już mogły rozwijać – zwracali uwagę radnym rolnicy.

Okazuje się, że w myśl obowiązujących przepisów, powierzchnia zabudowań na działce przeznaczonej jako mieszkaniowa nie może przekroczyć 40%. To dla rolników, którzy chcą powiększać swoje gospodarstwa, spore utrudnienia. - Jak mamy np. wybudować nową chlewnię, kiedy przepisy będą nam to blokowały? – zastanawiali się na głos.

Konkretny przykład podał Krzysztof Niełacny, rolnik z Wygody Plugawskiej. - Buduję w tej chwili budynek o wartości miliona złotych. Co będzie jak przyjdą do mnie sąsiedzi, którzy powiedzą, że np. im śmierdzi, że muszę to zamknąć, bo nie mam prawa tu chować. Będą mieli racje, bo nie mam prawa chować w domku jednorodzinnym? – zastanawiał się na głos.

W podobnym tonie wypowiadała się większość z obecnych na sali rolników. - Ul. Ostrzeszowska, która można powiedzieć jest w centrum zabudowy Doruchowa, jest zrobiona jako zagrodowa, to już jest całkowita kpina. (...) To mamy przenieść swoje gospodarstwa tam? - zastanawiał się Paweł Płonka z Emilianowa.

- Wiele jest takich absurdów w całej gminie, w każdej wiosce. Każdy może przedstawić swój przykład. Jeżeli spojrzymy na plan, to jeżeli ktoś mieszka gdzieś dalej to ma zabudowę zagrodową, jeżeli ktoś mieszka w jednym ciągu to jest zabudowa mieszkaniowa – starał się studzić emocje rolników wiceprzewodniczący Konarski.

Wypracować kompromis

W dyskusję włączył się również radny Tomasz Jędrzejak. - Wydaję mi się, że ten plan powinien zostać odrzucony, powinniśmy powrócić do studium i wypracować jakiś kompromis, żeby nie ucierpiała żadna grupa, ani ci, którzy chcą budować domki jednorodzinne, ani rolnicy, którzy chcą się rozwijać - proponował.

Do momentu podjęcia decyzji o zmianie planu wracał sołtys Doruchowa Adam Wypchło, radny poprzedniej kadencji. - Ja byłem radnym, kiedy zapadła decyzja o zmianie tego planu – przypominał. - O co nam chodziło? Byli radni na pewno dobrze pamiętają, chodziło nam o to, że gdy ojciec ma dziecko to może temu dziecku wydzielić działkę. I chodziło nam o to, żeby z tej działki zagrodowej wyciąć kawałek, a nie kupować działkę za 50 tys. zł. To co się stało w tej chwili, to jest kpina. Jak można gospodarstwo istniejące od 100 lat przekształcić w mieszkaniowe, no ludzie kochani... Ja tutaj apeluję do radnych o odrzucenie tego planu.

- Dalsze wytykanie błędów panie Adamie nie ma sensu. Tak możemy tu rozmawiać dalej i nic z tego nie będzie – zwrócił uwagę sołtysowi wiceprzewodniczący. Zupełnie innego zdania był Stanisław Smiatacz, kierownik referatu rolnictwa w Urzędzie Gminy w Doruchowie. - Jeżeli my przekształcimy to na zabudowę zagrodową, to tej działki rolnik już nie wydzieli – mówił urzędnik, wskazując na problem z wydzieleniem działki przez rodziców dla dzieci. - Na terenach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową te zagrody mogą istnieć i się rozwijać. Na pozór interesy rolników są zabezpieczone. Państwo są innego zdania, mają prawo do tego.

Słowa Smiatacza nie uspokoiły rolników, którzy domagali się od wójta Józefa Wilkosza podjęcia konkretnych działań. Niech wójt działa - Panie wójcie, jest pan szefem gminy i co dalej? Trzeba zmobilizować tego projektanta, żeby tą sprawę załatwił nie zza biurka. Niech jedzie w teren i naniesie tak jak to było od początku, bo inaczej się nie da. Niech pan zajmie jakieś stanowisko, jest pan człowiekiem wierzącym i na taki konflikt ze społeczeństwem pozwala? - zastanawiał się na głos jeden z gospodarzy.

- Ja bym bardziej polegała na doświadczeniu pana wójta, a nie na wierze - odpowiedziała za wójta przewodnicząca Joanna Blewąska. - Nikt się nie podłoży, nikt nie będzie robił rolnikom pod górę. Doruchów to jest gmina rolnicza... - wtrącił Konarski.

Wójt przypominał rolnikom, że do 5 stycznia mają oni czas, aby odwołać się do założeń planu. Zapewniał, że każdy ze złożonych wniosków zostanie dogłębnie przeanalizowany. - Nie czarujmy się, że ktokolwiek jest w stanie przygotować plan zagospodarowania dla gminy, który będzie zadowalał wszystkich – mówił wójt. - Absolutnie nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie. Muszą sobie zdawać z tego sprawę i radni i mieszkańcy. Prosty przykład - jedna z firm, która opracowuje plan w podobnej gminie ma odwołań 3 tysiące.

- Rolnicy w tej chwili są tak zdesperowani, że nawet gdyby to przeszło, jesteśmy w stanie iść do sądu. My z tego żyjemy, jak się nam to zabierze, to niestety nas nie będzie – odpierali argumenty wójta rolnicy.

Co z podatkami?

- Niedługo będą naliczane podatki i każde gospodarstwo, każdy mieszkaniec będzie nim obciążony. Zacznie się hałas jak ludzie zobaczą trzycyfrowe kwoty. Kto to potem odkręci? - padały z sali pytania. Przewodnicząca zapewniała jednak, że rolnicy będą płacić podatki jak dotychczas. - My się boimy, że zapłacimy dwa podatki. Jeden podatek od gruntu i zabudowy mieszkaniowej, a ile zapłacimy od działki która widnieje jako zabudowa domu jednorodzinnego? - przerywali jej. - Wiemy jakie są niebezpieczeństwa – próbował zakończyć dyskusję Konarski. - Panie wójcie, ustalmy jakiś harmonogram. Wiemy jaki jest problem, teraz musimy go rozwiązać tak, aby zminimalizować te szkody. Czy to będzie powrót do samego początku, czy da się to zrobić w inny sposób? Decyzja pozostaje w rękach pana wójta i radnych.

- Przede wszystkim w rękach radnych – przerwała Konarskiemu Blewąska. - Na tę chwilę wiemy, że jest minimum 8 radnych, którzy zagłosują przeciwko temu planowi. Pan wójt i kierownik muszą położyć ogromny nacisk na pana projektanta jeżeli chcemy temat planu zagospodarowania zamknąć w roku 2018. Jeżeli nie wyrazi zgody na zmiany, które rolnicy proponują, to niestety wracamy do studium i będziemy około 2 lat kolejnych czekać.

W momencie kiedy oddawaliśmy numer do druku do Urzędu Gminy wpłynęło 100 wniosków. Do tematu będziemy wracać. SM

Reklama