Na ostatniej sesji Rady Gminy w Doruchowie – ku zadowoleniu większości radnych – pojawił się starosta Lech Janicki. - Teraz pana zasypiemy pytaniami – żartowano.

O dokończenie fragmentu chodnika przy drodze powiatowej we Wrzosach pytała radna Janina Przygoda.- Chodzi mi o ten chodnik, historyczny chodnik, bo on jest od 6 lat budowany – nie ukrywała radna. - To zakończenie miało być na początku roku zrobione, a kończy się już wrzesień i jakoś nic nie widać.

W odpowiedzi radna usłyszała, że budowa chodnika zakończy się 31 października. - Jest już wybrany wykonawca, są już podpisane umowy – zapewniał ....Dombek, kierownik wydziału Dróg Powiatowych w Starostwie.

- Ile lat będziemy czekać na rozwiązanie problemu z brakiem okulistów? - dopytywał starostę radny Lucjan Dyba. - Ja interweniowałam w NFZ w sprawie okulistów – zapewniał starosta Janicki. - Starosta już nie ma takich kompetencji, że ma iluś tam okulistów i ich zatrudnia. Nie mam w tej chwili jeszcze odpowiedzi. (...) Nie każdy okulista chce współpracować z NFZ, niektórzy wolą mieć prywatną praktykę, bo i tak ludzie przyjdą, jak nie mogą iść w ramach NFZ.

Sołtys Doruchowa Adam Wypchło mówił z kolei o konieczności remontu drogi powiatowej, prowadzącej od Urzędu Gminy do Mikorzyna. - Jak tego remontu nie zrobicie, to ja pana zapraszam w przyszłym roku na pieszą pielgrzymkę do Mikorzyna. I wtedy pan przejdzie, to pan zobaczy jak ta droga wygląda – ironizował Wypchło. - Jak to nie będzie zrobione, to chyba rozpiszemy jakieś referendum, żeby nas przenieśli do powiatu kępińskiego. Bo jak się zaczyna powiat ostrzeszowski, to tak jakby Polska -Ukraina.

Starosta zapewniał, że przyszłoroczny termin remontu drogi jest aktualny, po czym dodał. - Nie ma tak, że wszędzie jest gorzej, jak u nas. My mamy czasami drogi dużo lepsze niż inni...

Radny Henryk Dytfeld protestował przeciwko ogłaszaniu przetargów na roboty drogowe w drugiej połowie roku. - Przetargi powinny być organizowane do końca kwietnia, a nie w czerwcu czy we wrześniu – zauważył. - Jeżeli się ktoś bierze do pracy, to powinien brać się wiosną, a nie jesienią. Bo później aura nas zaskakuje i są problemy... Później żadna firma nie chce wziąć, bo się nie wyrobi.

Janicki zapewniał, że gdyby to od niego zależało przetargi ogłaszane byłyby już w styczniu. - Przetargów robimy kilkadziesiąt i one idą sukcesywnie, jeden po drugim – zapewniał starosta. - Wszystkiego od razu nie idzie puścić. My nie mamy całego sztabu, my tam mamy kilkoro ludzi, którzy się tym zajmują. Idą te przetargi jeden za drugim, czasami się któryś nie uda, czasami trzeba poczekać na przesunięcie środków. RED


Reklama