Trabant zyskał drugie życie. I to nie w byle jaki sposób. Stare „mydelniczki” kojarzyć możemy z autami często nadającymi się wyłącznie na złomowisko. Niektóre z nich przechodziły próbę renowacji z różnym skutkiem.

Okazało się, że tuning trabanta można połączyć ze zdecydowanym poprawieniem jego osiągów. Czy jest to możliwe?

Jeden z właścicieli trabanta uparł się i z czystym sumieniem można powiedzieć, że osiągnął ogromny sukces. Zaczynał od trabanta o mocy 39 KM. Był to raczej samochód typowo miejski. Żeby rozpędzić się do 100 kilometrów na godzinę, potrzebował aż 22,8 sekundy.

Właściciel skupił się przede wszystkim na modernizacji silnika, a dokładniej jego wymianie. Pod maską miał silnik 1.3, 1.8, by dojść do silnika 2.0, który został zapożyczony od Golfa GTi.

Ostatecznie jednak kierowca umieścił napęd od Audi TT .

Czy widać zauważalne różnice? Nie tylko zauważalne, są one wręcz odczuwalne. Zmodernizowany trabant teraz rozpędza się do 100 km/h tylko w 4,5 sekundy. Co więcej, można nim jechać nawet do 200 km/h. A zawrotną prędkość rozwija w 15,5 sekundy. Trabant cechuje się mocą aż 270 KM pry 5700 obrotach na minutę.W ten sposób niepozorny trabant stał się sportową klasyką. Co prawda waży teraz więcej, ale za to można pochwalić się pełną elektroniką, 16-calowymi felgami, nie mówiąc już o ESP oraz ABS. Na szczególną uwagę zasługują także ekskluzywne i sportowe fotele Bimarco. Taka modernizacja łączyła się z bardzo dużymi kosztami. Ale końcowy efekt jest bez dwóch zdań bezcenny.